Czy idąc na szkolenie, zastanawialiście się jak ono będzie wyglądać? Mieliście jakieś wyobrażenie? Zastanawialiście się, gdzie będzie się odbywać, jak będzie wyglądać, co będziecie robić. Czego nauczy Was instruktor? Mieliście jakiś konkretny plan? Wiedzieliście jaki chcecie uzyskać efekt? Kiedy tego efektu się spodziewaliście? Po godzinie, pięciu, dziesięciu z instruktorem? Wiecie ja sama często zastanawiam się jak ludzie widza moją pracę i to co będę z nimi robić 😉 I mam na ten temat pewne spostrzeżenia.

Część przychodzących ludzi, myśli, że to ja będę pracować z ich psem. W sensie, tutaj  smycz, smakołyki a my przyjedziemy za godzinę bo idziemy na kawę. Zawsze w momencie, kiedy wyjaśniam jak wygląda to naprawdę, widzę ich strach, przerażenie, ale często też rozczarowanie w oczach. I właśnie to rozczarowanie najbardziej zawsze mnie niepokoi, a wiecie dlaczego? Dlatego, że takie osoby myślą, że pies w ciągu kilku godzin, i to pracy z obcą mu osobą, będzie nagle słuchać swojego właściciela jak na pstrykniecie palcem. Często takie osoby, nie mają czasu albo po prostu nie chcą zaangażować się w budowanie relacji ze swoim psem. Niestety, ale tacy właściciele wychodzą z założenia ze szkolenie zrobi się samo.

Kolejna część osób, które przychodzi to Ci, którzy tak naprawdę nie chcą pomocy. Na każdą propozycję instruktora mówią …. Nie, nie bo to bez sensu, nie bo to się nie sprawdzi, nie bo już próbowaliśmy i nic to nie daje. To są często też osoby, które są zwolennikami swojej metody pracy, choć sami widzą, że nie przynosi ona żadnych skutecznych efektów.

Następna grupa, to osoby, które nie chcą pracować za smakołyki, zabawki jedynie za pochwałę. Na szczęście po dłuższej rozmowie i całej fali argumentów, większość osób z tej grupy da się przekonać do współpracy, a kiedy zobaczy efekty nagradzania są wniebowzięci, że ich pies w końcu zaczął słuchać. Swoją stroną, zawsze mocno mnie to zastanawia skąd tak ogromna niechęć ludzi do nagradzania psa. Owszem, przez jakiś czas trzeba się nachodzić ze smakołykami i zabawkami, z czasem można je wycofać, niemniej dla mnie osobiście to mega frajda, kiedy widzę, jak mój pies się mega cieszy i jak mocno się stara żeby w końcu dostać smakołyka.

Kolejna grupa i to bardzo spora, to ludzie, którzy chcą gwarancji szkolenia. Przychodzę, płacę miliony monet, to chce mieć pewność, że mój pies będzie posłuszny i to Ty mój drogi instruktorze musisz mi to zapewnić. Na moje, yyyy kochani, ale efekt szkolenia uzależniony jest od Was są mocno zdziwieni, ale po chwili dociera do nich z czym to wszystko się je.

Kolejna grupa to osoby, które myślą, że instruktor ma magiczną różdżkę i po jednym spotkaniu ich pies będzie niczym komisarz Alex w stanie rozwiązywać zawiłe i skomplikowane zagadki kryminalne. Trudno je przekonać, że szkolenie to długotrwały proces i tak ławo nie będzie.

Są też ludzie, których ja absolutnie uwielbiam. To ludzie, którzy cieszą się z mikroskopijnych postępów własnego psa, celebrują każdą spędzoną z nim minutę, wyłapując niuanse w zachowaniu. Czasem takie osoby i mnie napawają optymizmem, kiedy efekty szkolenia idą jak krew z nosa i ja osobiście chciałabym już być 10 kroków dalej, choć mam z tyłu głowy, że przypadek jest bardzo trudny i będziemy poruszać się żółwim tempem.

Z osobami, którymi najczęściej pracuje się bardzo dobrze bo są mega otwarci na wszelkie pomysły i poza standardowym chodzeniu na smyczy czy przywołaniu są bardzo na tak, kiedy chcesz z nimi nauczyć psa turlania się, czy innych pierdoł, które na co dzień nie są niezbędne do życia. To przewodnicy bardzo świadomi, tacy, którzy decyzję o zakupie czy adopcji psa przemyśleli ze 100 razy, a w domu na ich półkach główny temat przewodni to „jak wytresować psa idealnego” czy „101 pomysłów na psie sztuczki”. Z takimi ludzi, instruktor może puści wodzę fantazji i realizować swoje dziwne pomysły.

Jest jeszcze kilka innych mniejszych grup ludzi, którzy przychodzą, z pewnym wyobrażeniu o szkoleniu, niestety często te wyobrażenie jest tak dalekie od rzeczywistości, że początkowo są nieco rozczarowani.

A chcecie wiedzieć jak to wygląda naprawdę 😉 a przynajmniej u nas ;)?? I chcecie wiedzieć co zrobić, żeby szkolenie przyniosło efekt?

Na początek konsultacja, na której pytamy o dwa miliony rzeczy, podpowiadamy co warto zmienić w rutynie dnia codziennego. Bardzo często pojawiają się wskazówki na temat żywienia, zabawy, spacerów, nauki wyciszania i relaksu. Po takim wywiadzie mówimy co naszym zdaniem jest do zrobienia, nad czym trzeba pracować, jak będziemy pracować i do jakiego efektu prawdopodobnie, przy oczywiście zaangażowaniu przewodnika uda nam się dojść. Ja osobiście zawsze, ale to zawsze z 5 razy powtarzam, że wszystko leży w rękach właściciela i to do jakiego punktu dojdziemy zależy tylko do jego konsekwencji, zaangażowania i pracy. Uprzedzam też, że samo szkolenie to nie wszystko. Że codziennie podczas spaceru należy z psem powtarzać to co robimy w trakcie zajęć i uwierzcie mi zawsze skrupulatnie rozliczam wszystkich z zadania domowego 😉 Ponadto kilka razy powtarzam, że szkolenie nie przyniesie efektu, jeżeli właściciel nie zaspokoi podstawowych potrzeb psa. Oczywiście jest to m.in.: sen, jedzenie, możliwość załatwienia potrzeb fizjologicznych, ale również zapewnienie odpowiedniej dawki ruchu jak również odpowiedni poziom zmęczenia psychicznego. W zależności od tego jaką rasę mamy, potrzeby mogą być różne (to jest temat na osoby artykuł ;)). Jeżeli Ty właścicielu nie masz czasu na to, żeby wyjść z psem na porządny spacer, to nie oszukuj się, nie znajdziesz codziennie czasu na przećwiczenie poszczególnych elementów szkolenia. Ja osobiście nigdy nie proszę, żeby codzienny trening trwał godzinę czy dwie. Jeżeli ktoś ma tyle czasu, ekstra! Wykorzystaj go i poświęć psu, choć pamiętaj, że w treningu też trzeba znać umiar. Żeby szklenie przyniosło efekt wystarczy kilkanaście minut, po kilka powtórzeń, kiedy pies jest jeszcze mocno zmotywowany do pracy. Trzeba też pamiętać, że jeżeli pies ciągnie na smyczy, to nie możemy mu pozwolić żeby podczas dwóch spacerów nas ciągnął a w trakcie treningu szedł ładnie przy nodze. Wtedy problem na pewno się nie rozwiąże. W szkoleniu trzeba wykazać się konsekwencją. Trzeba zrozumieć swojego psa, znać jego potrzeby i możliwości i w taki sposób zaplanować spacer, trening, żeby po pierwsze unikać błędów a po drugie żeby pies miał możliwość np.; zaspokoić swoje potrzeby w tym eksplorowania terenu. Jeżeli wiesz, że danego dnia będziesz mieć odrobinę mniej czasu dla swojego czworonoga znajdź inny sposób, na zajęcie jego głowy. Pamiętaj, to Ty zdecydowałeś się na psa, nie on na Ciebie 😉

O czym też warto pamiętać? Po pierwsze jeżeli wiesz, że posłuszeństwo psa pozostawia wiele do życzenia, pies ma problem z koncentracją, przed przyjazdem na trening weź go na spacer, żeby odrobinę się zmęczył. Uwierz mi dla żadnego szkoleniowca nie jest przyjemne szarpanie się z Twoim psem, a tym bardziej nie jest to przyjemne dla Twojego czworonoga. Na szkolenie przyjedź z psiakiem lekko głodnym. Pisząc lekko, nie mam na myśli głodzenia przez tydzień, ale nie daj mu wcześniejszej porcji, weź nawet jego karmę na zajęcia do tego odrobinę super smakołyków i trening będzie dużo przyjemniejszy, bo to właśnie o tą przyjemność chodzi. Szkolenie nie ma być przykrym obowiązkiem dla psa, właściciela i szkoleniowca. Ma być przyjemnością i mega zabawą dla każdego, kto w nim uczestniczy. Uwierz mi, że ja jako szkoleniowiec nie chcę ani dla Ciebie ani Twojego psa, źle. Nie testuj mnie w przedziwny sposób, nie oczekuj ode mnie niemożliwego. Ja nie jestem w stanie pomóc, jeżeli Ty tej pomocy nie chcesz, bądź uważasz, że moje metody są nieodpowiednie. Pamiętaj też, że każdy szkoleniowiec pracuje inaczej, to że jeden powiedział Ci, że luźnej smyczy uczy się metodą drzewka, to nie znaczy, że ja też po nią sięgnę. Ja jako instruktor na samym początku mówię, jakimi metodami pracuję, w jaki sposób buduję psa. Co ważne ja nigdy nic nie obiecuje. Nie obiecuje jak będzie wyglądać szkolenie i co uda nam się zrobić, jakie elementy uda nam się przepracować. To w dużej mierze zależy od właściciela, od jego zaangażowania. Jeden pies po trzech, czerech spotkaniach będzie mógł pracować w obecności innego psa, inny będzie na to gotowy dopiero po dwudziestu godzinach. Zawsze w rozmowie wspominam, że początkowo pracuje w trybie indywidualnym z czasem dodaję kolejne bodźce jak praca w trudniejszych warunkach czy właśnie przy asyście innego psa. Z jednym psem, uda mi się te cele zrealizować, ale jeżeli z innym tego nie robię, to nie dlatego, że nie mam czasu czy chęci, ale dlatego, że w mojej opinii, to nie jest jeszcze ten moment. Ja jako instruktor jestem odpowiedzialna za to co robię i jak pracuję. Wystawienie psa, który nie jest gotowy psychicznie na pewne wyzwania to strzał w kolano. Oczywiście jeżeli mamy psa stabilnego psychicznie możemy więcej, ale jeżeli jest on delikatny i niepewny nie mogę  pozwolić na popełnienie błędu, bo ten błąd może zbyt wiele kosztować. Masz psa z problemami z agresją? Nie oczekuj, że w kilka spotkań uda nam się ten problem rozwiązać, to są co najmniej miesiące pracy. Taki pies tym bardziej potrzebuje czasu, zrozumienia, spokoju i odbudowania tego co zostało wcześniej zniszczone. Być może już zawsze problem pozostanie i będziesz musiał się z tym pogodzić.

Zawsze fascynuje mnie stwierdzenie. Przy Pani pies jest grzeczny i posłuszny a jak tylko Pani się zgubi to diabeł w niego wstępuje. Ja akurat prowadzę zajęcia w różnych miejscach, żeby uniknąć schematu plac = praca. Oczywiście zmienną tą wprowadzam, w odpowiednim momencie, ale zastanówmy się, dlaczego przy mnie słucha właściciela a na spacerze już nie, hmmm pomyślmy? Może dlatego, że kiedy czujesz na swoich plecach mój oddech i czujne oko starasz się żeby psiak z Tobą pracował, a kiedy ja znikam po prostu mu odpuszczasz? Bo już Ci się nie chce, bo ileż można? Takich przykładów mogę podać Wam całą masę, ale nie to było moim celem. Celem jest zwrócenie uwagi na wzajemne relacje właściciel – instruktor. Pamiętajcie, instruktor daje Wam narzędzia do pracy z psem, pokazuje jak pewne rzeczy z niego wyłuskać, na co zwrócić uwagę, kiedy jest zrelaksowany a kiedy zestresowany. Jak sobie z tym stresem radzić i jak zbudować pewność siebie. Powie Wam, kiedy i co mówi pies, żeby łatwiej było go zrozumieć. Cała reszta jest już w Waszych rękach.

Tak więc na koniec, czego potrzebuje właściciel i szkoleniowiec? Przede wszystkim: czasu, zaangażowania, realnego spojrzenia na problem, zrozumienia (szczególnie potrzeb i możliwości własnego psa, choć wzajemne zrozumienie na linii właściciel – szkoleniowiec też jest mile widziane J) umiejętności słuchania, zaufania ( jeżeli mówię, odpuść to nie ten moment, to tak właśnie jest, w szkoleniu psa czasem nie ma miejsca na kompromisy), systematyczności, cierpliwości, konsekwencji, chęci i dużo, dużo, dużo pozytywnej energii i uśmiechu. W innym przypadku żadne szkolenie nie przyniesie efektu 😉