Ahh ten przewrotny, clickbaitowy tytuł… Od jakiegoś czasu pojawiają się u nas fotki z amatorskimi ćwiczeniami dogfitnessu, pytacie o to, więc czas napisać kilka słów na ten temat. Do dzieła!

Na początku coś o samej nazwie. Możecie się spotkać z określeniem FitPaws lub Dogfitness. Ta pierwsza brzmi bardziej lansersko, i chyba dlatego lubię jej używać. Ale tak naprawdę nie jest to określenie tego sportu, a amerykańskiej firmy, która produkuje sprzęt. I trochę sobie tą nazwę przywłaszczyliśmy. Oficjalnie powinniśmy używać nazwy Dogfitness, ale… no kto nam zabroni mówić jak chcemy 🙂

W sumie gdyby tak z buta powiedzieć komuś na ulicy że ćwiczymy dogfitness to powiedziałby pewnie, że zwariowaliśmy. A to dlatego, że fitness dla ludzi kojarzy się ze ślicznymi paniami i sportowych legginsach z kaloryferem na brzuchu, które sobie wymachują nogami w prawo i lewo. I choć ćwiczenia dla psów i ludzi nie mają za wiele wspólnego, to jednak cel może być bardzo podobny. W efekcie chcemy poprawić ogólną sprawność i kondycję oraz wzmocnić mięśnie. Dogfitness może być też fajnym uzupełnieniem treningu posłuszeństwa. Bardzo często wykorzystywane dostawianie do nogi na podeście, to idealny przykład. Wykonywanie go w dwie strony (a nie tylko w jedną, jak zazwyczaj do dostawiania!) będzie pięknie angażowało pracę mięśni głębokich. Pewne elementy psiego fitnessu będą też pomocne przy przygotowaniu do wystaw, pomogą Wam w zbudowaniu poprawnej pozycji, co z łatwością przeniesiecie na ring.

Jak wszystkie ćwiczenia, które wykonujemy z psem, tak samo i FitPaws, (pozwólcie, że będę tych nazw używać zamiennie ;)) będą budowały psią pewność siebie. Coś co dla psa pierwotnie jest nowe i nieznane, a później przez pracę, stopniowe oswajanie, pomoc przewodnika, staje się czynnością powszednią, bardzo mocno wzmacnia poczucie pewności u psa. Czasem nawet śmieję się kiedy pies już wie co znaczy położony przed nim podest, wchodzi na niego bardzo pewnie łapami i wyraz jego pyska aż krzyczy “zaś mi to podkłada… no ale wejdę, dostanę żreć, w sumie to fajna ta zabawa”.

I teraz to o czym się tak trąbi wszem i wobec. Socjalizacja! Te wszystkie dziwnie wyglądające sprzęty, śmieszne kształty i nietypowe struktury pomogą szczeniakom w oswajaniu się z tym strasznym światem. Psy sportowe, pracujące też polubią się z tym sportem jako uzupełnienie treningu, rozgrzewkę czy wyciszenie.

No i wreszcie rehabilitacja, po urazach, wypadkach, przeciążeniach, warto też pomyśleć o tym rodzaju sportu, ale koniecznie w konsultacji z zoofizjoterapeutą, a nawet ortopedą.

Dogfitness to może być sport dla każdego psa. Oczywiście odpowiednio dostosowany do potrzeb, możliwości, warunków fizycznych i psychicznych, motywacji i trybu życia psa.

Co daje DOGFITNESS?

  • poprawa ogólnej sprawności i kondycji
  • zwiększa świadomość ciała
  • przyczynia się do poprawnego rozwoju układu kostno-stawowego
  • wzmacnia pewność siebie
  • profilaktyka urazów
  • wzmocnienie mięśni
  • pomaga w procesie socjalizacji

Wydawać by się mogło, że to jest bardzo prosta sprawa. Jakieś piłki, jeżyki, podesty i w sumie, to wrzucam psa i damy radę. Na początek pamiętajcie o jednym! Tutaj nie robi się nic na zasadzie “spróbujmy, może się uda”. Wszystko musi zostać przepracowane osobno, stopniowo, bez wrzucania siebie i psa na tzw. “głęboką wodę. Ułożenie treningu nie powinno odbiegać od standardu, czyli najpierw rozgrzewka, później właściwy trening i na koniec cool down, czyli takie można powiedzieć wyciszenie i uspokojenie. W rozgrzewce aktywujemy pracę mięśni, pobudzamy je do dalszego funkcjonowania. W części właściwej treningu, skupiamy się na tym, na czym w danym momencie nam zależy, budujemy świadomość ciała, wzmacniamy mięśnie czy pogłębiamy dany zakres ruchu. Końcowe ćwiczenia nie powinny być zbyt mocno aktywne i płynnie przejść do wyciszenia organizmu.

Trening dogfitnessu trzeba dopasować indywidualnie pod każdego psa. Jeśli zatem macie jakiekolwiek wątpliwości co do pracy w tej dziedzinie, to skonsultujcie się z trenerem, który specjalizuje się w tej dziedzinie sportu 😉