Rewolucja jest całkiem spoko ;). Przynajmniej osobiście mam właśnie takie doświadczenia!
Zawsze uwielbiałam myśleć o swoim psie, że jest dla mnie psem idealnym. Ale całkiem szczerze, było kilka(naście) aspektów w życiu z nim, które doprowadzały mnie do białej gorączki, a z którymi jako niejedyny przewodnik własnego psa, niewiele mogłam wcześniej zrobić. Przeprowadzając się do Chorzowa z Hakerem, wiedziałam już, że kilka podstawowych rzeczy musi się zmienić.

Tekst o samej przeprowadzce znajdziecie tutaj.


Wiedziałam, że z dniem przeprowadzki:


1. W moim domu i życiu goście będą normą, więc trzeba z futrem popracować nad wyciszeniem w towarzystwie (bo mały armagedon był normą przy każdych odwiedzinach :P)

2. Nie będzie ogródka na szybkie siku, więc trzeba zbudować rutynę wychodzenia, której mój pies wcześniej nie miał, a przez ostatni rok, kiedy ja byłam na zajęciach, potrafił wymuszać na drugim przewodniku wyjście na siku i ogródkową zabawę co godzinę.

3. Długie i spokojne zostawanie w nowym miejscu – wiecie, wynajmowane mieszkanie, nowi sąsiedzi (czy w ogóle pierwszy raz po 2 latach jacykolwiek sąsiedzi!)… A ponieważ czarny w poprzednim miejscu zamieszkania, był pobudzany właściwie non stop, to jak nie było nikogo dłużej niż 3 godziny, zdarzało mu się drzeć paszczę.

4. Zupełna zmiana spacerowa – na szybkie spacery już nie las i koniec świata, ale miejski park, centrum miasta, skwer. A 4 razy w tygodniu Park Śląski czy spacery wyjazdowe. Czyli milion bodźców.

5. No i właśnie… Centrum miasta. Znaczy ja wiem, Chorzów to nie Warszawa, ani nawet Katowice ;). Ale dla psa to naprawdę nie ma większego znaczenia. Wcześniej szybkie wyjście do warzywniaka z czarnym do towarzystwa, to był spacer przez skwerki i między domkami, gdzie nic się nie działo. Teraz? Każdy jeden miejski bodziec.

Jak to zrobić?


Po pierwsze, chcąc wprowadzić zmiany w życiu czworonoga, musimy zacząć od nazwania i zdefiniowania konkretnie tych rzeczy, które chcemy zmienić. Po drugie ich świadomość musi być wspólna u wszystkich członków rodziny. I wszyscy muszą być konsekwentni w realizacji zmian.
Po trzecie, dobrze jest zrobić wspólny plan na ich realizację – a żeby mądrze do tego podejść, to najpierw trzeba ustalić przyczynę tych trudnych czy problemowych zachowań, bo działając wyłącznie z objawem, w szybkim czasie możemy zrobić sobie jeszcze większy problem.
U nas plan wyglądał jakoś tak…

Goście, goście…


Nie przesadzając, przez pierwszy tydzień w nowym miejscu, wrzuciłam ich mojemu psu pięciokrotnie na głowę :). Czyli w tydzień ogarnęliśmy dotychczasową roczną normę. Z czego jednymi z pierwszych odwiedzin, które musiał przeżyć, był napad 4 passionowych ciotek. Wiecie jak genialnie brzmi korekta „ej!” z 5 instruktorskich gardeł jednocześnie? Haker się dowiedział ;).
I jasne, że nie wszyscy nasi goście to instruktorki szkolenia psów, czy świadomi psiarze. Całą resztę uświadamiałam zatem jeszcze przed wejściem. „Jak wejdziesz, to nie patrz na psa, nie miziaj, nie pobudzaj, udawaj, że go nie ma”. I po pewnym czasie zdarzył się cud ;). Oczywiście, że mój pies dalej jest mocno interaktywny, bo miłość do świata ma w genach. Oczywiście, że dalej zdarza mu się pchać z paszczą (i nie tylko) na kolanka. Ale nie ma najmniejszego problemu, żeby położyć się nam pod nogami czy iść spać do kennela, kiedy siedzimy w 5 przy stole.

 

Spokój w domu.


3 spacery dziennie – 2 razy 5-15 minut i jeden długaśny spacer, trwający 1,5-3 godzin. To musiało tak wyglądać, bo inaczej bym po prostu nie ogarnęła. Zaczęłam stosować od pierwszego dnia. Dosłownie 2 razy musiałam go upomnieć w domu, żeby poszedł z gryzakiem do kennela i mnie nie zaczepiał.
Jasne, miałam prościej! Bo to nie ja wychodziłam z nim kiedy chciał, więc już w poprzednim domu generalnie miałam spokój od psiej napastliwości. I jasne, że gdybym wcześniej to ja odpowiadała za jego pobudzanie i zapewnianie mu atrakcji, to proces zmian byłby znacznie dłuższy i bardziej uciążliwy. Pies leży na kanapieAle konsekwencja jest receptą na wszystko. Po tygodniu chłopak załapał, że na rutynę godzinową przy mojej pracy nie ma co liczyć, ale mamy pewne elementy stałe i one są święte, trzeba na nie po prostu cierpliwie czekać. Dzisiaj mój psiak wyleguje się w kennelu lub ze mną w łóżku czy na kanapie przez zdecydowaną większość doby i w życiu nie przyjdzie mu do głowy, żeby latać za mną i zaczepiać mnie do zabawy. Jedyną rzeczą której wciąż nie rozumie, jest to jak czasem gadam do komputera i wtedy zdarza mu się stresować i zabiegać o uwagę, ale to też jest rzecz do przepracowania ;).
Jednym z elementów tego spokoju w domu było też zostawanie samemu. Troszkę od nowa wprowadziłam Hakerowi kennel. I po 3 pierwszych dobach, gdyby nie to, że zdarzało i wciąż zdarza mu się stróżować, kiedy jestem w domu, to nikt z sąsiadów nie miałby pojęcia, że w tym mieszkaniu jest pies. Bo niezależnie, czy na zajęciach jestem 3 czy 8 godzin, mój pies po prostu śpi ;). Jak wychodzę z mieszkania wieczorem i wracam w środku nocy, to mój pies śpi. I co więcej, po moim powrocie leży na miejscu kołami do góry, nie do momentu w którym wracam, ale do momentu otwarcia klatki, co nierzadko zdarza się po 10 minutach od mojego wejścia do domu :).

Szaleństwo na dworze


Spacer jest dla psa. I w końcu, niezależnie od wszystkiego, wzięłam to sobie do serca. Kiedy idę z nim, to nawet jeśli ktoś idzie z nami, musi zaakceptować, że mój pies, jego potrzeby, bezpieczeństwo, są na pierwszym miejscu. Zatem nie odbieram telefonów. Nie korzystam z socjal mediów. Świat zwalnia, a ten czas jest nasz i tylko nasz. W końcu wyleczyłam się też z ciśnienia, jakobym musiała cokolwiek robić z psem w trakcie spaceru, poza zwiedzaniem z nim świata. Jasne, zdarza nam się pobawić szarpakiem, zrobić szybki trening na zabawkę czy żarcie, ale to dzieje się jako odpowiedź na jego potrzebę, nie na moją zachciankę. Moje zachcianki Haker realizuje 2-3 razy w tygodniu, kiedy idzie asystować w zajęciach z Waszymi psiakami.
Co mi to dało? Dzisiaj mam psa, który w pracy jest niemal bezbłędny, ale nie to jest główną zaletą.
Odpuściłam. Zaufałam psu. Pozwalam mu na dystansowanie się ode mnie na 70-80 metrów w parku na końcu świata i nie mam zawału, bo on zawsze wraca, nikogo nie zaczepia i nie robi głupot. A nasza dzisiejsza komunikacja spacerowa (wciąż nieidealna, bo ideałów nie ma) jeszcze rok temu była dla mnie niedoścignionym ideałem.

Z końca świata do serca miasta…


Obiecuję Wam, że na ten temat napiszę osobny post, a nawet zaplanowałam pewną specjalną niespodziankę. Bo ten problem jest baaaardzo złożony i jego rozłożenie, wypracowanie spokoju w takich warunkach, jest bardzo, bardzo trudne. I to, że Haker dzisiaj spokojnie idzie ze mną na pocztę, do sklepu, do banku w ścisłym centrum, po paczkę do paczkomatu, na krótkiej i nienapiętej smyczy, przez pierwszy tydzień tutaj wydawało mi się zupełnie niemożliwe. A dało się zrobić w ciągu 2 miesięcy.


Chcąc wprowadzić zmiany w życie swojego psa:

1. Nazwij i zdefiniuj problem
2. Znajdź przyczynę
3. Ustal zasady pracy i uzgodnij je ze wszystkimi domownikami i gośćmi
4. Wprowadź plan pracy w życie i bądź konsekwentny
5. Zaspokajaj we właściwy sposób wszystkie psie potrzeby
6. Jeśli nie wychodzi, nie łam się, tylko powtórz wszystko jeszcze raz :).

Chcesz zacząć szkolenie

Opowiedz nam o sobie i swoim psie. Skontaktuj się z nami:

ZADZWOŃ
NAPISZ
ZADZWOŃ