Klamka zapadła, będzie pies! I wydawałoby się, że skoro najważniejsza i pierwsza decyzja została już oficjalni podjęta, to dalej powinno już być łatwo. Nic bardziej mylnego. Tak naprawdę dopiero teraz zaczyna się prawdziwy rollercoaster. 

Za pierwszym razem rzuciłam się na głęboką wodę, a przecież przez 2 lata przed pojechaniem po Hakera do hodowli przygotowywałam się na psa… I jasne, wiedzę teoretyczną miałam całkiem sporą, rasę wybrałam w miarę świadomie, ale już po krótkim czasie z czarnym diabłem tasmańskim, jakim Haker był w szczenięctwie, wiedziałam, że następnym razem zrobię to mądrzej.
Kiedy Haker skończył dwa lata i w miarę się ogarnął, zaczęłam powoli myśleć o drugim psie. Czwartego czerwca mój pies skończył 4 lata. Tego samego dnia urodziła się Amira, która jest już z nami. Ostatnie 6 miesięcy to był okres ostrego przygotowania na drugiego psa. I jestem pewna, że tym razem zrobiłam to znacznie lepiej i z bardzo dobrym skutkiem. Dlatego też dzisiaj przychodzę do Was z krótkim tekstem, który wprowadzi Was w temat przygotowania się na psa, na podstawie moich własnych błędów i nowych doświadczeń :). 

Adopciak czy rasowiec?


To był mój duży dylemat moralny. Dlaczego? No bo na chłopski rozum, kto bardziej niż instruktorka szkolenia psów, nadaje się do wyprowadzenia psa z adopcji na prostą, odpracowania braków socjalizacyjnych i habituacyjnych, wszelkich problemów z zachowaniem i do dania mu nowego, dobrego życia? Sama ta świadomość była ogromną presją. Jednocześnie szybko musiałam się zderzyć z faktami. W tej chwili jestem poza domem około 9-10 godzin dziennie. Haker już sobie z tym świetnie radzi. Szczeniak szybko zostanie tego nauczony, oczywiście nie w pełnym wymiarze, bo będzie ze mną chodzić na część zajęć. A adopciak? Co jeśli po tygodniu okaże się, że mam psiaka z lękiem separacyjnym i problemami komunikacyjnymi z innymi psami?
Mam też pewne oczekiwania względem drugiego psa. To ma być psiak do sportów. Potrzebuję zatem odpowiedniej łupowości, motywacji, skupienia na człowieku.
Doszłam zatem do wniosku, że potrzebuję rasowego szczeniaka z dobrej hodowli.
Na przestrzeni 2 lat pomysłów na rasę było kilka – chociaż od początku wiedziałam, że mój drugi psiak będzie zdecydowanie mniejszy niż Haker. Ostatecznie stanęło na pudlu, a o jego rozmiarze zdecydował właściwie przypadek ;). 

Wybór hodowli

To jest temat rzeka, dlatego żeby ten wpis nie miał 10 stron A4 odsyłam Was tutaj: https://www.passionblog.com.pl/jak-wybrac-hodowle/

A w dużym skrócie to jasne było, że musi to być hodowla zrzeszona w ZKwP. Ale później… o rany, hodowcy z którymi rozmawiałam, nie mieli ze mną łatwo. Oczekiwałam mądrego socjalu i habituacji jeszcze w hodowli, zdrowego podejścia do rozwoju psychiki psa, traktowania psa rasy ozdobnej jak PSA, a nie maskotki, możliwości odbioru szczeniaka minimum po skończeniu 9,5 tygodnia, ale nie później niż w 10 tygodniu, dbania o zdrowie mamy i maluchów, otwartości na mój przyjazd gdy maluchy skończą 6-7 tygodni, ze świadomością, że podejmę decyzję na podstawie obserwacji zachowania szczeniaków.
I prawda jest taka, że pewnie szukałabym jeszcze z rok, gdyby nie to, że przypadkiem los zesłał mi Sylwię <3. 

Przygotowanie domowników


Tym razem ten problem prawie mnie ominął (prawie, bo jednak Hakera też trzeba było przygotować), ale poprzednio zaniedbałam ten punkt i było to powodem masy nieporozumień i problemów.
Po pierwsze należało urealnić obowiązki. Pies sam się nie wyprowadzi i nie nakarmi. A szczeniaka trzeba wyprowadzać średnio co 3 godziny. Tak, na początku również w nocy. Karmienie powinno odbywać się o stałych porach, w przypadku szczenięcia 5-3 razy dziennie, zależnie od gabarytu. Szczeniak nie powinien zostawać w domu sam dłużej niż kilka godzin, więc jeśli oboje pracujecie 8-16, to należy załatwić dla malucha opiekę, albo zabierać go do pracy.
Spontaniczne wyjazdy bez psa na wiele godzin, czy kilka dni raczej odpadają, chyba, że mamy osobę skłonną do podjęcia opieki nad psem na czas nieobecności. Spontaniczny powrót do domu 4 godziny później niż się planowało, bo wypadła impreza czy piwo ze znajomymi, też odpada. Odpowiedzialność za psa dużo znaczy i trzeba być na nią gotowym.

Wyznaczenie zasad.


U mnie wygląda to tak, że rzeczy, na które pozwalam szczeniakowi, to te same rzeczy, na które pozwolę dorosłemu psu. I to, czego dzisiaj Amira robić nie może, też już zawsze będzie niedozwolone. No i mocno do tego zachęcam! Mała dziś waży 1,5 kg, jako dorosły psiak będzie ważyć pewnie nie więcej niż 4. Ale wyobraźcie sobie szczeniaka labradora, słodkie 5-7 kg wagi, które dzisiaj radośnie podskakuje dookoła i opiera się o Was łapami, śpi z Wami w łóżku, czy pakuje się na kolana, albo ciągnie jak parowóz do innych psów. Jeżeli jesteście pewni, że nie będzie Wam to przeszkadzać, kiedy psiak będzie ważył blisko 30 kg, to ok, nikt Wam nie zabroni pozwalać na takie rzeczy. Ale jeśli kilkudziesięciokilogramowe szczęście pakujące się Wam na kolana, będzie raczej problemem, niż przyjemnością, to wypada zadbać już teraz o nauczenie szczeniaka co mu wolno.
Wyznaczenie zasad przed odbiorem szczeniaka oszczędza nam podejmowania emocjonalnych decyzji, których później możemy żałować. Pozwala też odpowiednio się przygotować na różne trudne sytuacje. 

Finanse. 


Kilka tysięcy złotych za szczeniaka z hodowli to dopiero początek. A przygarnięcie adopciaka tylko pozornie niewiele kosztuje.
Po pierwsze – wizyty weterynaryjne. W pierwszych miesiącach w nowym domu – minimum 3, jeśli szczeniak będzie absolutnym okazem zdrowia. Bo szczepienie na zakaźne, odrobaczenie, szczepienie na wściekliznę. A jeszcze na bank jakaś wirusówka czy inne paskudztwo przyniesione ze spaceru. Każda taka wizyta to kilkadziesiąt złotych.
Po drugie – żarcie. Jestem ogromną zwolenniczką naturalnego żywienia. Z przeróżnych względów w tej chwili moje psiaki nie są na barfie, ale tak Haker, jak i Amira wcinają wysokomięsne karmy. Puszka takiej karmy w regularnej cenie, to 6-9 zł. O ile małej na teraz wystarcza jedna/ 2 dni, to przypominam, że to mikropsiak :P.
No i wyposażenie. Znów zależnie od gabarytu – 1000 zł to minimum, które trzeba zabezpieczyć na sam początek. 

Wyprawka.


Ilu przewodników, tyle różnych na nią pomysłów. No i każdy producent psich akcesoriów, będzie Cię przekonywał, że jego produkty to must have. Przychodzę do Was z moim prywatnym “must have”, a każdy z Was weźmie z tego co będzie chciał.

  • kennel klatka – materiałowa, czy druciana, albo stalowa, czy drewniana na zamównienie, wszystko jedno, dla mnie narzędzie niezbędne. 
  • 10 metrowa linka – w moim przypadku obowiązkowo biothane z ACC Dog, nie umiem już pracować z niczym innym. 
  • obroża – odpowiednio szeroka, z solidnym zapięciem, jednocześnie wygodna i lekka.
  • smycz miejska – minimum 3 metry
  • legowisko do kennela – wygodne, odpowiednio obszyte i łatwe w czyszczeniu. 
  • miski – chociaż przyznam Wam się, że młoda swoich prywatnych jeszcze nie ma, dostała tymczasowo moje stalowe kuchenne. 
  • spódnica treningowa lub bardzo pojemna nerka – to już mój własny, nie psi must have, ale mocno ułatwiają one życie. 

Jeżeli szukacie naprawdę dużych i solidnie uszytych to Nerkowce wymiatają <3

  • szarpaki – sztuk 2 koniecznie. I tutaj… nic mi się tak nie sprawdziło u szczeniaków, jak plecione szarpaki ze starych ciuchów. Haker takiego miał, dla Amiry niedawno takiego zrobiłam. Mam kontrolę nad długością i szerokością zabawki, rodzajem splotu, zakończeniem szarpaka ;). Czyli robię co mi się podoba i co lubi mój pies. 
  • zabawka na każdą pogodę – i tu nieodmiennie jestem ogromną fanką pullerów. Szarpak, aport i wodny aport w jednym. Dodatkowo w rozmiarach na każdego psiaka.

Nie wsadź się na minę… 

Chcieć dobrze za bardzo, to też nie jest dobrze. W tych pierwszych tygodniach trzeba uważać. Przede wszystkim na to, żeby nie przebodźcować psa, dać mu przestrzeń i czas na wyciszenie (a jeśli ma z tym problem, to tego nauczyć). Często też wpadamy w pułapkę małego, biednego szczeniaczka – i siedzimy z nim w domu całymi dniami przez tydzień czy dwa. Potem kończy się urlop, idziemy do pracy, a nasz pies… nie potrafi zupełnie zostawać sam. Albo trzymamy ścisłą kwarantannę, zapominając o socjalu i finalnie mamy małego strachliwca-nerwusa, który boi się własnego cienia. Zarzucenie szczeniaka aktywnościami i pracą, też nie przynosi dobrych rezultatów. 

Zatem… szykujesz się na psa? Weź 5 głębokich wdechów, przemyśl wszystko porządnie. Potem zrób sobie tydzień przerwy i przemyśl jeszcze raz. Jeśli nie czujesz się się pewnie, to porozmawiaj z instruktorem szkolenia psów. Zadaj milion pytań hodowcy. Uspokój głowę ;). I jak mówi Monika Pryśko, którą uwielbiam, “bój się i działaj!”. Jeśli po przemyśleniu wiesz, że dasz radę, to nie czekaj. Zacznij tę cudowną i szaloną przygodę <3

Chcesz zacząć szkolenie

Opowiedz nam o sobie i swoim psie. Skontaktuj się z nami:

ZADZWOŃ
NAPISZ
ZADZWOŃ