O psich wybiegach mówi się ostatnio bardzo dużo. Obecnie w wielu miastach w Polsce przeżywamy prawdziwy boom na wybiegi w parkach i na zieleńcach. Tam gdzie władze miasta nie nadążają, tam wybiegi powstają z inicjatywy mieszkańców- np. dzięki budżetom obywatelskim. A czy naprawdę jest o co robić zamieszanie?


Skąd się to wzięło?

Pomysł stworzenia w mieście ogrodzonej przestrzeni, w której mieszkańcy mogliby spuścić ze smyczy swoje psy, przywędrował do nas z dalekich Stanów Zjednoczonych. W początkowej fazie, idea wybiegów zakładała, że staną się one czymś w rodzaju placów zabaw dla psów. Na wielu wybiegach stoją więc proste przeszkody inspirowane tymi, które wykorzystuje się np. podczas treningów agility. Z czasem wybiegi zaczęto również wykorzystywać jako miejsce spotkań z innymi psiarzami i ich pupilami.

Czy to potrzebne?

To bardzo ciekawe pytanie. Generalnie, jeśli zapytamy o to stereotypowego psiarza, to pewnie usłyszymy, że jasne! Argumenty „za” będą pewnie przeróżne – w zależności od człowieka, jego potrzeb oraz potrzeb jego czworonoga. Ale w zasadzie możemy streścić je w kilku punktach:

  • Wybiegi są potrzebne, bo pieski muszą się gdzieś wybiegać!

Mit szalenie popularny. Myślę, że jego początek zaczyna się mniej-więcej w czasie, kiedy ludzie zaczęli zdawać sobie sprawę z tego, że psy lubią spacerować, ale nie do końca rozumieli dlaczego. Ponieważ bardzo wiele psiaków przeczesuje przestrzeń lekkim truchtem, trzaskając „dodatkowe kilometry” podczas podążania od zapachu do zapachu, ludziom zaczęło wydawać się, że psy wychodzą na spacer, żeby pobiegać. Tymczasem bodaj jedynym zwierzęciem, które uprawia jogging jako hobby, jest człowiek! Zwierzęta biegają wtedy, kiedy za czymś podążają, lub przed czymś uciekają. Więc to mityczne „wybieganie się” w istocie jest efektem „wyeksplorowania się”. I w takim wydaniu faktycznie może efektywnie zmęczyć psa, ale jako element całości, nigdy cel sam w sobie..
Tymczasem co można eksplorować na kilkudziesięciu metrach kwadratowych, oglądanych codziennie?

  • Wybiegi są potrzebne, bo pieski muszą się ze sobą pobawić!

Ten temat już nie raz poruszaliśmy. Ostatnio tutaj: https://www.passionblog.com.pl/czy-psy-musza-sie-ze-soba-bawic/ i tutaj: https://www.passionblog.com.pl/czy-psy-powinny-bawic-sie-z-innymi-psami/. Myślę więc, że w tym punkcie ograniczę się tylko do szybkiego streszczenia. Psy wcale nie bawią się dobrze w przypadkowej grupie nieznanych psów, które dodatkowo wtłoczyliśmy w znacząco za małą, ubogą przestrzeń.

Trzy psy na spacerze
  • Wybiegi są potrzebne, bo gdzieś trzeba spuścić psa ze smyczy!

Tutaj dochodzimy do naszego ulubionego „to zależy” (dopiero teraz! Myślę, że i tak długo wytrzymałam ?). Rzeczywiście, często podczas pracy ze swoim psem dochodzimy do punktu, kiedy chcemy wypróbować naszą relację i nowe umiejętności, „bez zabezpieczeń”. To nieuchronny element treningu i rzeczywiście taki wybieg jest niezła okazją, żeby co nieco poćwiczyć. Jednak ogrodzony wybieg to nie do końca to samo, co otwarta połać lasów czy łąk. Tak więc pies nieźle odwołujący się za ogrodzeniem, puszczony swobodnie poza wybiegiem może okazać się nie do końca odwoływalny.
Ale z drugiej strony, jeśli ten argument rozumiemy bardzo dosłownie, to dotykamy kolejnego psiego mitu. To nieprawda, że pies zapięty na linkę czy smycz korzysta ze spacery mniej albo gorzej, niż ten który biega sobie luzem. Oczywiście linka nakłada pewne ograniczenia, ale psy świetnie radzą sobie z nauka podążania, będąc podpiętymi do przewodnika. A jak już ustaliliśmy, psiak na spacer wychodzi przede wszystkim powąchać, nie pobiegać. W wąchaniu i eksploracji linka przecież absolutnie nie przeszkadza.

  • Wybiegi są potrzebne, bo muszę gdzieś ćwiczyć z psem!

No cóż, to też niezły argument! Rzeczywiście, to super że ludzie chcą coraz więcej pracować ze swoimi psami, a wielu czworonogom będzie łatwiej się skoncentrować, kiedy zabezpieczymy je za siatką wybiegu. Chociażby dlatego, że możemy wtedy nie martwić się aż tak bardzo o ryzyko trafienia na nachalnego podbiegacza, który zniszczy efekty naszej pracy. Jednakowoż, wybieg nie jest rozwiązaniem dożywotnim. Psiaki, które zawsze pracują w tym samym miejscu, często wpadają w tzw. „syndrom psa placowego”. To te wszystkie czworonogi, które po przejściu bramy placu treningowego, automatycznie wpadają w wir pracy. Ale ich zaangażowanie kończy się dokładnie w momencie, kiedy przejdą przez tę bramę w drugą stronę. To dlatego zawsze zachęcamy do pracy w naturalnych warunkach, w miarę możliwości między różnymi bodźcami. Innym tematem są przeszkody i akcesoria często widywane na wybiegach. Można przyjąć, że to fajne miejsce na popracowanie z psem nad balansem, świadomością ciała, czy przyzwyczajeniem do nowych powierzchni. Jako przewodnicy musimy jednak uważać na bezpieczeństwo takich sprzętów. Wiele z nich niewiele ma wspólnego z profesjonalnym sprzętem do ćwiczeń – np. drążki nie opadają potrącone przez psa, trapezy są zbyt strome, a materiał z którego wykonano zabawki śliski i mało przyczepny. Intensywne treningi na dużych prędkościach mogą więc skończyć się dla psa kontuzją.

Dwa bawiące się białe psy


Na co jeszcze musimy uważać?

Tych „alertów”, które powinny nam dzwonić z tyłu głowy jeszcze trochę mamy.

  • Wybiegi gromadzą dużą liczbę psów na stosunkowo niewielkiej przestrzeni. Nie każdy właściciel sprząta po swoim pupilu. W takich warunkach pasożyty i infekcje szerzą się między psami z prędkością światła.
  • Nie każdy wybieg wyposażony jest w „śluzę”, która umożliwia bezpieczne wpuszczenie psa na wybieg. Pół biedy, kiedy wchodzimy na pusty wybieg sami, gorzej jeśli np. jesteśmy w środku treningu z nerwowym czy lękliwym podopiecznym, a ktoś nagle otwiera furtkę, nie dając nam czasu na reakcję.
  • Wyobraźnia innych psiarzy potrafi naprawdę zaskoczyć. Widywałam na wybiegach wszystkie pomysły świata. Począwszy od wejścia i spacerowania po wybiegu pełnego psów z psiakiem na metrowej smyczy, a skończywszy na dopuszczeniu do innych czworonogów psiaka w kolczatce wywiniętej kolcami na wierzch – „żeby się pobawił”.
  • Niestety, za tą niezmierzoną wyobraźnią psiarzy rzadko idzie wiedza. Musimy pogodzić się z tym, że ludzie często nie znają swoich psów, nie wiedzą co komunikują, ani jakie są ich potrzeby. To może doprowadzić do konfliktu i awantury, której skutki będą się ciągnęły za nami i naszym psem, przez miesiące czy lata.
Pies na wybiegu


To hit czy kit?

Trudno mi tak jednoznacznie określić pomysł wybiegów. Dla wielu psiaków na pewnym etapie życia czy pracy, taki wybieg może być spoko rozwiązaniem. Z drugiej zaś strony, kilka miesięcy wcześniej czy później może okazać się, że ten sam pies, na tym samym wybiegu tworzy sobie nowe problemy zamiast je rozwiązywać.

Ogólnie rzecz ujmując myślę, że na ten moment wybiegi mają więcej wad niż zalet. Przy mądrym korzystaniu oczywiście krzywdy nie zrobią, ale czy są niezbędnym elementem miejskiego krajobrazu? Myślę, że nie. Nie zasmuciłabym się gdyby wybiegi nagle zniknęły z przestrzeni miejskiej. W wielu przypadkach można by je swobodnie zastąpić w inny sposób.