Pies nie służy do głaskania!

Tak, to odważna teza, ale pozwólcie wytłumaczyć mi, skąd to moje dziwaczne przekonanie się wzięło.

Kynoedukacja.
Temat bardzo modny ostatnimi czasy (i dobrze!). Niestety, zazwyczaj prowadzony przez z ludzi o niewielkim przygotowaniu (a to już bardzo niedobrze). Zazwyczaj zajęcia takie oznaczają wizytę w szkole czy przedszkolu z jakąś schroniskową czy fundacyjną bidą. Stałym punktem programu jest uczenie tzw. właściwego witania się z psem, w którym centralne miejsce zazwczaj zajmuje „zapytaj o zgodę opiekuna” oraz „kucnij i wyciągnij rękę”.
No dobrze, a co w tym złego w takim razie, można zapytać. Cóż, każdy kto miał nieszczęście pracować z psem trudnym, ale za to ładnym, miał niezbyt miła okazję spotkać się z dzieckiem, bądź dziećmi, które najpierw frontalnie podbiegają do psa, po czym metr przed nim zatrzymują się gwałtownie i zgodnym chórkiem skandują „A MOŻEMY POGŁASKAĆ?”. Jakie to wrażenie wywołuje w psie z problemem do ludzi można sobie wyobrazić. Dla tych osób, które jednak nigdy nie miały takiego skomplikowanego towarzysza na smyczy, podpowiem, że reakcje bywają różne, ale zawsze spektakularne – począwszy od panicznej ucieczki, a skończywszy na szarży z naszczekaniem i otwartym atakiem.
Drugim problemem jest kucanie i wyciąganie rąk do psa. Otóż, wierzcie bądź nie, ale wiele psów ma niejakie trudności z asertywnością, szczególnie w kontaktach z ludźmi. I w momencie, kiedy ktoś kuca, cmoka, woła, czy wyciąga rękę, maja one kłopot ze zwyczajnym zignorowaniem człowieka. My sami z pewnością mamy takie doświadczenia! Kto nigdy nie stał na przystanku, wysłuchując historii życia menela (na co zupełnie nie miał ochoty, ale jakoś głupio było po prostu kazać mu spadać), niech pierwszy rzuci kamień! I my, kucając i napraszając się o kontakt z psem stajemy się wlasnie takim żulem przystankowym, który z nieśmiertelnym „kierownikuuu” zawraca tyłki przypadkowym przechodniom.
Po drugie, kazanie dzieciom kucać przed psami jest zwyczajnie niebezpieczne! Twarz dziecka znajduje się wtedy często na poziomie pyska psa, co wystawia go na bardzo bolesne obrażenia, jeśli pies postanowi np. skoczyć na „natręta”. Ponadto bardzo wiele dzieci, szczególnie tych młodszych, ma pewną trudność w zachowaniu koordynacji i równowagi w tej pozycji.

I tutaj przechodzimy do kolejnej kwestii.
To jak w ogóle „dobrze” witać się z obcym psem?

Odpowiedź jest bardzo prosta – w ogóle!
Czy ktoś z nas podbiega do każdego przechodnia, który nam się spodoba, z wyciągniętą ręką i woła: „cześć, jestem Kinga, zaprzyjaźnijmy się!”? Ja osobiście z takim zjawiskiem jeszcze się nie spotkałam 😉 Większość przechodniów mijamy, nie przywiązując nawet uwagi do tego, jak wyglądają. Dlaczego więc wobec psów mielibyśmy zachowywać się inaczej?
Kolejną sprawą jest nasze silne, wewnętrzne przekonanie, że nie wypada się nie przywitać z psem osoby, z którą rozmawiamy. Nawet jeśli jest to pies sąsiada z ostatniej klatki w bloku. Źle widziane jest zagadanie kogokolwiek, choćby o godzinę albo termin wywozu śmieci z kontenerów i nie zagadnięcie o psa, albo przynajmniej nie pocmokanie na niego. Tymczasem, jeśli chcemy być naprawdę uprzejmi wobec obcego nam psa, wystarczy, że podejdziemy powoli, lekkim łukiem i po prostu nie będziemy na niego zwracać uwagi, kiedy będzie zapoznawał się z naszym zapachem. Tak, tak, wystarczy tak niewiele! ☺  

Największą uprzejmością wobec obcego psa jest po prostu nasza neutralność!

No dobrze, a co z naszymi psami, albo psiakami, które dobrze znamy?

W tym przypadku kontakt fizyczny, czy powitanie nie będzie niczym zdrożnym, ale pod warunkiem, że pies rzeczywiście tego chce. Oczywistym jest, że dla naszych psów jesteśmy centrum wszechświata, ale to wcale nie oznacza, że zawsze maja ochotę na bycie głaskanym. Jednym z najczęstszych zachowań, jakie widzę na zajęciach, jest głaskanie psa w pracy w ramach nagrody. Często, zupełnie bezwiednie podajemu psu smaczek, a potem automatycznie nasza ręka wędruje na głowę czy grzbiet, by z uznaniem poklepać naszego czworonoga. Tymczasem właściwie każdy pies, z którym miałam okazję pracować, robił wtedy coś w rodzaju „weź stary, nie teraz, co?”.
Pies zajety pracą, wystawiony na działanie trudnych bodźców zazwyczaj wcale nie potrzebuje naszego klepania. Jeśli chcemy dać mu nagrodę, zaproponujmy mu smakołyka, bądź wspólną zabawę.
Wyjątkową sytuacją jest udzielanie psu wsparcia – wiele psów cierpiących z powodu lęku czy fobii, szuka w trudnych sytuacjach bliskiego kontaktu z człowiekiem. Ale zdecydowanie nie sposób pomylić takiego psa, z czworonogiem w trybie pracy. Zresztą w takich okolicznościach powinniśmy zaproponować psu raczej spokojny, bliski kontakt, zamiast energicznego czochrania, czy klepania – które z natury dla większości psów nie są czymś szczególnie przyjemnym.

Czyli co? Mamy w ogóle nie głaskać naszego psa?

Oczywiście, że nie! ☺ To by była ogromna strata zarówno dla nas, jak i dla naszego czworonoga. Powinnismy natomiast zwracać baczną uwagę na to, co mówi nam nasz pies. Dobry obserwator, który opanował podstawy etogramu, szybko zorientuje się w jakich sytuacjach jego pupil ma ochotę na głaski i jaka forma pieszczot jest dla niego najbardziej odpowiednia.
Dla przykładu, każdy z moich trzech psów preferuje zupełnie inny rodzaj i ilość kontaktu fizycznego.
Nanga jest zdecydowanie najbardziej przylepna. To pół pies – pół glut. Niemal zawsze siedzi komuś na kolanach albo leży przytulona. Preferuje „gniazdowanie” – lubi kłaść się między nogami, jeśli siedzę po turecku, albo wciskać się między plecy a oparcie kanapy. Nie jest natomiast fanem poklepywania, czy intenswynego głaskania.
Inka z kolei jest typem, który lubi dużo stymulacji. Ona potrzebuje, żeby ją gładzić, drapać za uszkiem, poczochrać. Jeśli jesteśmy za mało zaangażowani, natychmiast zaczyna trącać nas łapą i wciskać się pod ręce. Ale w porównaniu do Nangi, dużo rzadziej szuka bliskości człowieka. To ten typ psa, który przychodzi po głaski, jak mu nudno, kiedy potrzebuje trochę rozrywki, ale odpoczywa raczej w dystansie – po drugiej stronie kanapy, na fotelu i tak dalej.
Ostatni w kolejce jest Igor, który jest marudą i atencjuszem, ale bardzo rzadko przychodzi po głaski. Jeśli ma ochotę z nami pobyć, po prostu siada, komuś z rodziny na stopie. To w jego pojęciu wystarczający dowód uczucia i bliskości 😉 

Podsumowując!
Psy są naszymi towarzyszami, pomocnikami, członkami rodziny i wcale nie służą do głaskania! 😉 Są takie, które są bardziej lub mniej przylepne, ale głasków i  bliskiego kontaktu potrzebują raczej od własnych opiekunów. Obce psiaki w ogóle nie potrzebują naszych dowodów sympatii i zachwytu – dużo bardziej uprzejme wobec nich będzie po prostu zachowanie spokoju i neutralności.

Chcesz zacząć szkolenie

Opowiedz nam o sobie i swoim psie. Skontaktuj się z nami:

ZADZWOŃ
NAPISZ
ZADZWOŃ