Za sobą mamy już posty o psiej reaktywności (https://www.passionblog.com.pl/pies-reaktywny-czyli-jaki/) i agresywności. Z takich głównych „łatek”, które przyklejamy naszym psiakom, została nam już tylko lękliwość – więc o niej dzisiaj!

Stres, strach, czy lęk?

Trzy zupełnie różne terminy, bardzo chętnie mylone ze sobą. Musimy je sobie tutaj jasno zdefiniować – innaczej już wkrótce zupełnie się pogubimy!

Oczywiście, klasycznie już muszę zaznaczyć, że psychologia w niewielu punktach jest zgodna co do jednej definicji konkretnego zjawiska, więc z konieczności będziemy musieli posługiwać się tutaj pewnymi uproszczeniami i generalizowaniem – tym bardziej, że zebraliśmy się tutaj, żeby poczytać o pieskach, a nie kłótniach profesorów, prawda? ?

Najogólniej rzecz ujmując, zatem:

  • Stres to stan aktywacji, pobudzenia. Możemy mówić o nim zarówno na poziomie komórek, układów, jak i całego organizmu. Na ogół przyjmuje się, że to coś negatywnego, niekorzystnego, ale w istocie stres ma wiele twarzy! ? Oprócz tego nieprzyjemnego dysstresu, możemy doświadczać również pozytywnego eustresu, oraz wszystkiego co pomiędzy!
    Stres jako zjawisko podlega pod uniwersalne prawo przyrody: „co za dużo, to niezdrowo! Co za mało, to też niezdrowo!”. To oznacza, że dla każdego organizmu istnieje pewna wartość aktywacji stresowej, która jest niezbędna do zdrowego funkcjonowania, oraz pewna wartość, która dalsze funkcjonowanie uniemożliwi. I dotyczy to zarówno eustresu, jak i dystresu!
  • Strach to reakcja adaptacyjna organizmu. Jedna z najbardziej pierwotnych emocji, jest odpowiedzią na zagrożenie ze środowiska. Z psychologicznego punktu widzenia to w ogóle bardzo ciekawe zjawisko, bowiem to jedna z nielicznych emocji, które częściowo przebiegają podkorowo – to znaczy, że na pewnym etapie nie jesteśmy w stanie świadomie przeżywać tego stanu, ale nasz organizm już na niego reaguje.
    W przypadku strachu mówimy o stosunkowo krótkiej, szybkiej reakcji na konkretny, zidentyfikowany w środowisku bodziec. Nie musi być to bodziec obiektywnie zagrażający (o ile w ogóle istnieje coś takiego) – na przykład ktoś może wystraszyć się pająka, mimo że z czysto logicznego punktu widzenia nie jest to zwierzę, które w naszym klimacie, może realnie wyrządzić nam krzywdę.
  • Lęk z kolei jest stanem przewlekłym, długim, nie emocją, czy uczuciem. Związany jest z nieustannym poczuciem zagrożenia mimo braku zidentyfikowanego bodźca wyzwalającego. Lęk jako zjawisko psychologiczne jest dezadaptatywne – to znaczy, że jego wystąpienie nie ma właściwie żadnych korzystnych skutków dla organizmu. Stan ten pojawia się, kiedy organizm nie radzi sobie z wymaganiami jakie stawia przed nim środowisko (zewnętrzne lub wewnętrzne).
Przestraszony pies


Lękliwość jako cecha

To dość oczywiste, ale niech to tutaj wybrzmi – lękliwość oznacza indywidualną skłonność do odczuwania i przeżywania lęku. I jest to cecha temperamentu, to oznacza, że podlega ona dziedziczeniu.

Przywykliśmy do tego, by mówić o dziedziczeniu cech, które sprzyjają przetrwaniu w pewnych konkretnych środowiskach (w przypadku psów, środowisko to zazwyczaj determinowane jest przez człowieka, jego potrzeby i oczekiwania wobec psów). Jak to więc się stało, że lękliwość również dziedziczy się, skoro zmniejsza ona szanse na przetrwanie organizmu? A w przypadku psów właściwie przez każdego uważana jest za cechę niepożądaną?

Tutaj musimy przejść do tematu traumatyzacji i zaburzeń lękowych.

Czasami, niektóre osobniki, przeżywają wydarzenie tak trudne i tak dalece wykraczające poza możliwości adaptacyjne jednostki, że u tych istot, którym jakimś cudem udało się je przetrwać, zmieniają się pewne struktury w mózgu. Nazywamy to śladem traumatycznym. Takie wydarzenia to często czynnik spustowy zaburzeń (chorób) psychicznych – tutaj dochodzimy do psychologicznego modelu „diateza-stres”, ale o tym może innym razem, bo zupełnie rozmienimy się na drobne ?

W każdym razie, możemy zidentyfikować struktury w mózgu, które ulegają przekształceniu w odpowiedzi na wydarzenia skrajne. Te zmiany zostaną przeniesione na potomstwo – odpowiada za to wiele czynników dziedziczenia, m.in. efekt epigenetyczny.
Dziedziczenie traumy odbywa się co najmniej do trzech pokoleń w przód – ale na tym etapie wciąż jeszcze nie wyczerpaliśmy tematu dziedziczenia lękliwości.

Skupmy się na razie na psach (chociaż u większości ssaków mechanizm dziedziczenia będzie podobny). Mózg psa, który doświadczył traumy zmienia się – głównie w obszarze ciała migdałowatego, które odpowiedzialne jest za „uruchamianie” i „sterowanie” większości stanów emocjonalnych. Taki psiak zaczyna więc generalnie odczuwać więcej lęku – w końcu zmiana w strukturze mózgu, to nie jest coś, co można włączyć i wyłączyć.

To z kolei pociąga za sobą hormonalną reakcję organizmu – m. in. Nadnercza zaczynają produkować więcej kortyzolu, czyli hormonu stresu. To substancja, która ma przygotować organizm na konieczność sprostania jakiemuś wyzwaniu, ale jeśli jej stężenie jest chronicznie zbyt wysokie, zaczynają objawiać się wszystkie negatywne objawy stresu, które znamy.

Jeśli nasz przykładowy psiak okaże się suką, która zajdzie w ciążę – rozwijające się płody będą „bombardowane” hormonami stresu matki. To na tym etapie w znaczącej mierze kształtuje się układ nerwowy przyszłych szczeniąt – mózgi tych psiaków, które rozwijały się w organizmie chronicznie zestresowanej matki, będą wyglądały i działały inaczej. Tu zmiany obejmą nie tylko ciało migdałowate, ale również korę czołową, a więc wszystkie funkcje poznawcze.

Przejdźmy więc krok dalej – nasza lękliwa suka urodziła swoje szczenięta. Maluchy już na starcie dziedziczą ślad traumatyczny, dodatkowo ich kora czołowa rozwija się inaczej niż u „stabilnych” szczeniąt. Takie maluchy już od pierwszych dni funkcjonowania wykazują przewagę reakcji unikania nad reakcjami dążenia. Jeśli dodamy do tego równania unikową matkę, szybko dojdziemy do wniosku, że przecież w takiej konfiguracji czynników, jakikolwiek proces socjalizacji i habituacji szczeniąt w środowisku jest bardzo utrudniony.

Lękliwość więc jest cechą, która dziedziczy się wielopłszczyznowo, która warunkowana jest przez wiele czynników, a spowodowana przez generalnie nieadaptacyjnie wykształcony i funkcjonujący układ nerwowy i emocjonalny psa.

Pies siedzący na pieńku drzewa


Jaki więc jest pies lękliwy?

Lękliwość to chyba ta cecha, którą nam, jako przewodnikom psów, najłatwiej jest zaakceptować, jako przyczynę tzw. „zachowań problemowych” psa. Z tego powodu, to chyba najczęściej „nad-diagnozowana” cecha temperamentu, z jaką się spotykam – bije tu na głowę nawet reaktywność ?

Pies lękliwy, to pies, który generalnie jest unikowy, wycofujący się. Który wolno się adaptuje, z trudem nawiązuje nowe relacje z ludźmi, czy zwierzętami („powoli oswaja się”). U psów dorosłych, które zmagają się z nieterapeutyzowaną lękliwością dość długo, będą pojawiały się objawy wyuczonej bezradność, czy depresji.

Przede wszystkim, pies lękliwy, to pies, który przeżywa lęk, nie strach. To znaczy, że jego często nie znajdziemy bodźca wyzwalającego reakcję emocjonalną, a powrót do równowagi potrwa stosunkowo długo.


A czym nie jest pies lękliwy?

  • Nie jest psem płochliwym – jeśli Twój pupil nerwowo odskakuje na odskakuje na dźwięk upadającego na podłogę widelca, a pięć sekund później wraca, sprawdzić „co to się stanęło”, to mam dobrą wiadomość! Najprawdopodobniej nie masz psa lękliwego!
  • Nie jest psem z fobią – czasem zdarza się, że nasz pies boi się czegoś przeraźliwie, tak bardzo, że po zetknięciu z triggerem, godzinami wraca do siebie. Ale jeśli możesz zidentyfikować bodziec wyzwalający, a taka intensywna reakcja emocjonalna uruchamia się wyłącznie w odpowiedzi na ten konkretny bodziec (bądź bodźce), to prawdopodobnie Twój psiak nie zmaga się z lękliwością!
  • Nie jest każdym psem po traumie – oczywiście, wiem, że kilka akapitów wyżej dowodziłam, jak wielki wpływ ma trauma na występowanie i dziedziczenie lękliwości. Jednak musimy wziąć pod uwagę, że każdy organizm ma własną, indywidualną odporność psychiczną – czyli zdolność do powrotu to równowagi. Nie ma żadnej „obiektywnej” wielkości, bądź czasu trwania bodźca, który na pewno uruchomi reakcję traumatyczną w mózgu.
    Czasem wydaje nam się, że to co przeżył nasz pies z pewnością będzie miało ogromne skutki w funkcjonowaniu naszego pupila, a tymczasem okazuje się, że zwierzak może i wyjdzie z tego z kilkoma „bliznami”, ale w zasadzie wciąż będzie funkcjonował całkiem nieźle. Jak to mawiali w „Parku Jurajskim”: „życie znajdzie sposób”.
  • Nie jest psem z brakami w socjalizacji i habituacji – oczywiście, większość psów lękliwych będzie miało na tym polu pewne braki. Natomiast nie każdy pies „wyciągnięty z piwnicy” będzie psem lękliwym. To znaczy, że nasz pies może kiepsko radzić sobie z bodźcami, których nie zdążył się nauczyć jako szczenię (np. ze środowiskiem miejskim), ale po „zdjęciu” go z ekspozycji na nie – wróci do równowagi i będzie funkcjonował w zdrowy sposób.

Dlaczego to jest takie ważne?

No właśnie, dlaczego to takie istotne, żeby nie „nad-diagnozować” lękliwości?
Cóż, przede wszystkim dla dobra naszych psiaków! Generalnie jestem przeciwniczką wstawiania psów w jakiekolwiek ramki „problemów behawioralnych” (często zbyt szeroko, lub zbyt nieprecyzyjnie rozumianych), ale wstawienie naszego pupila w niewłaściwą szufladkę, bardzo często kończy się niepowodzeniem (bądź znaczącym przedłużeniem) terapii. A to ani nie jest dobre dla nikogo w rodzinie!