Teoretycznie zgłoszenie się z psem na szkolenie ma sens zawsze. Bez względu na jego wiek, przeszłość, rasę, ilość problemów itd. itd. Tak, jesteśmy w stanie wiele rzeczy wypracować ze szczeniakiem. Tak, on to zapamięta. Tak, jesteśmy w stanie zmienić wiele u psa, który ma rok, pięć lat, dziesięć. Kundelki też się szkoli 😉 Husky może nie uciekać, a beagle nie są głupie i też są w stanie wiele się nauczyć. Ale pewnie nieco się zaskoczycie, jak napiszę Wam, ja, instruktor szkolenia psów, behawiorysta, trener czy jak mnie tam nie nazwać, że są takie sytuacje kiedy szkolenie kompletnie mija się z celem. Zatem kiedy ono ma sens?

Czas

Otóż, kwestia podstawowa, to najcenniejsza waluta obecnego świata czyli czas. Większość z nas nie cierpi na jego nadmiar a raczej na jego brak. Żyjemy szybko. Zdecydowanie za szybko. Minuty, godziny, dni a nawet lata mijają jak z bicza strzelił. Niemniej jeżeli myślisz o szkoleniu psa musisz znaleźć CZAS. I tutaj nie chodzi tylko o znalezienie go na przyjazd raz czy dwa razy w tygodniu na godzinę na trening. Tu chodzi o czas, który trzeba znaleźć każdego dnia. Rady, które można znaleźć w internecie czy na youtube nie zawsze przyniosą efekt a  dobry instruktor, indywidualnie dobierze metody, ćwiczenia, narzędzia, tempo czy zakres pracy. Zawsze powtarzam, że praca pod okiem instruktora może wiele ułatwić, usprawnić. Niemniej ten instruktor i jego wiedza to zaledwie 20 no może max 30% sukcesu. Bo reszta leży w rękach przewodnika. Tak naprawdę, najwięcej pracy opiekunowie mają w domu, podczas codziennego życia czy spacerów.  Jeżeli myślisz o szkoleniu a nie masz czasu wyjść z psem na długi spacer raz dziennie, to serio lepiej sobie darować wydawanie pieniędzy na czyjąś pomoc, bo to się nie uda. Instruktor nie żyje za Was z psem, on nie jest w stanie spożytkować jego potencjału fizycznego i psychicznego, to jest Wasza rola, rola przewodników. Instruktor może powiedzieć jak urozmaicić spacery, co zrobić, żeby psiaka dobrze zmęczyć a dobrze nie zawsze oznacza też szybko. A najczęściej chcemy żeby problem zniknął już, a najlepiej wczoraj, żeby szybko zobaczyć efekt, często nie patrząc na dobro psa, a to się prędzej czy później zemści. To podobnie jak chęć szybkiej utraty wagi. Jeżeli ma być zdrowo i dobrze to wymaga to czasu. Niemniej jeżeli zdecydujesz się na treningi pod okiem personalnego, ale będziesz obżerać się ciastkami a do tego na treningu pojawisz się raz na trzy tygodnie to będzie efekt? Nie! I do kogo możesz mieć żal czy pretensje? Nie oszukuj się, nie masz czasu na spacer, nie masz czasu na trening. Nie jesteś w stanie wygospodarować raz w tygodniu godziny na pracę z instruktorem to znaczy, że nie masz czasu na co dzień na trening. Tak kochani ja znam ludzi, którzy mają problem przyjechać raz w miesiącu na zajęcia mając je 5 minut od domu. Czasem próbują mi wmówić, że w domu to zasuwają, ale mnie nie da się oszukać ;). Ponadto jeżeli myślisz, że zakończenie kursu to studenckie ZZZ (zakuć, zdać, zapomnieć) to bardzo się mylisz. Raz. trzeba kontynuować pracę. Dwa, trzeba nadal zaspokajać psie potrzeby. Jeżeli przestaniemy np.: wychodzić na spacery to pieniądze zainwestowane w szkolenie można uznać za wyrzucone w błoto. Bo czas dla psa trzeba znaleźć ZAWSZE.

Chęć

Chęć tak w ogóle to ma wiele imion w tym wypadku .Chęć pracy, współpracy, zrozumienia, zmiany czy nawet pomocy. Jeżeli uważasz, że Twoja siostra, partner, mama, tata powinni pójść z psem na szkolenie, to najlepiej z tym kimś o tym porozmawiać. Jeżeli ktoś nie chce brać udziału w zajęciach, to uszczęśliwianie go na siłę czy zmuszanie przyniesie efekt odwrotny do zamierzonego. Jeżeli nie jesteś w stanie przekonać bliskiego do pracy z psem, to ktoś obcy, czyli instruktor, tym bardziej tego za Ciebie nie zrobi. Oczywiście jest tak, że łatwiej słucha nam się rad osób z zewnątrz, często rady najbliższych odbieramy jako atak, czy wytykanie błędów. Niemniej jeżeli ktoś zapiera się rękami i nogami i stanowczo mówi NIE! To instruktor ma związane ręce. Tym bardziej jak osoba ta, nie chce współpracy, nie chce zrozumieć psa, nie chce nic zmienić, oczekując zmian, a co gorsza wcale nie chce pomocy. I tu nie chodzi o to, że tej pomocy nie potrzebuje, ale jej nie chce. Wiecie, jak słyszę od ludzi, że przede mną było trzech behawiorystów, trenerów itd. to wiem, że problem nie tkwił w tych wszystkich osobach. Wiecie ile razy w moim instruktorskim życiu powiedziałam ludziom, dajcie sobie pomóc? Zdecydowanie za dużo. Nie tak dawno zgłosili się do mnie ludzie, u których był już chyba każdy. Zapytałam więc, co inni zaproponowali. I wiecie co? Ja się z każdą z tych osób zgodziłam. Co prawda każdy ze szkoleniowców, miał nieco inny pomysł, ale założenia były trafne. Powiedziałam więc ludziom, że ja nic innego nie wymyślę, że owszem mogę im pomóc, ale zaproponuję na początek dokładnie te same rozwiązania. Wiecie co usłyszałam? Że co ja sobie wyobrażam, że nikt z psem nie będzie chodzić na spacer bo jest zimno. A o zabawie na zewnątrz to nie ma mowy, bo zabawki się ubrudzą. Poza tym właściciele lubią rzucać psu w domu piłeczkę bo sprawia im to radość. Dodam, że głównym problemem psa było wymuszanie uwagi w domu, przez cały dzień. Pies jak spał to wyłącznie w nocy, w ciągu dnia nie dawał nikomu żyć, a jak się nim nikt nie zajmował oczywiście zaczynał niszczyć. I tu leży właśnie chęć zrozumienia. Zrozumienia psa i jego potrzeb. I tu mogę podać Wam kolejny przykład. Jakiś czas temu pracowałam z psiakiem, który odpalał się na inne psy. Widziałam, że moja sugestia, żeby ograniczyć niekontrolowane i przypadkowe kontakty z psami nie bardzo przewodnikom się podoba, ale stwierdzili, że ok spróbują. I było mega dobrze, sama byłam w szoku jak psiak zaczyna rezygnować, jak zaczyna kompletnie inaczej się komunikować, jak zaczyna ufać przewodnikom i jak w psie buduje się przekonanie, że już nie jest z problemem sam. Jak kończyliśmy kurs, mogliśmy spokojnie mijać inne psy na ulicy, nie trzeba było schodzić na łuk na odległość kilkudziesięciu metrów. Serio byłam duma z siebie, z psa i z ludzi. Wiecie jak jest teraz? Gorzej niż przed kursem. Pies ma już kilka pogryzień na koncie. A wiecie czemu? Bo przewodnicy stwierdzili, że skoro jest już tak dobrze, to wrócą z psiakiem na psie wybiegi, zaczną znowu chodzić na spacery w 20 psów. A ich psiak tego nie chciał. On miał swoich dwóch kumpli, z którymi czuł się dobrze, ale kumpli nie miał codziennie, a przecież jak się wybawił  to był padnięty. A przecież psa trzeba zmęczyć. Codziennie. Sama tak mówiłaś.

Ty masz chęci i co dalej

Chęci muszą mieć wszyscy domownicy. Jeżeli jedna osoba dąży do zmiany a trzy kolejne idą inną drogą to sukces jest mało prawdopodobny. Dlatego tak ważne jest ze sobą porozmawiać, ustalić zasady, wspólnie znaleźć instruktora. Tak, tak jeżeli uważasz, że warto iść z psem na szkolenie to zaangażuj rodzinę w jego poszukiwanie, to będzie pierwszy wspólny krok do sukcesu. Następnie wspólnie dzielimy się obowiązkami. Jak już w rodzinie pojawił się pies, niech każdy z jej członków się zaangażuje. Tu jedynie leży pewne niebezpieczeństwo. Dziecko chciało psa, dziecko nauczy się obowiązku. Nieeee, pies będzie obowiązkiem rodzica. Bo samotny spacer dziecka z psem może skończyć się tragedią. A co może się wydarzyć? Wariantów jest wiele. Wystarczy nieco wyobraźni. I teraz wyobraź sobie. Pies zrywa się ze smyczy wbiega pod jadący samochód, co robi Twoje dziecko? Biegnie do psa, ucieka, płacze, panikuje. Na 100% szuka pomocy. Kolejna opcja, nadal zerwana smycz i po prostu ucieczka psa. Ja kiedyś spotkałam dziewczynkę, która kompletnie nie wiedziała co robić, bo psiak jej uciekł, chodziła, wołała, płakała, była kompletnie spanikowana. Ludzie ją mijali. Ja podeszłam. Widziałam, że w ręku ma smycz. Samą smycz. Szczerze chciało mi się płakać razem z nią. Nadal zerwana smycz, pies podbiega do psa zostaje zaatakowany, jak może mu pomóc dziecko? Dorośli nie wiedzą co zrobić. Ale ok, smycz macie pancerną, czy do Waszego psa nie może podbiec obcy pies? Otóż może. Czy na tej pancernej smyczy pies nie może pociągnąć dziecka za uciekającym kotem i razem z dzieckiem wpaść pod samochód. Otóż może. Zagrożeń jakie czyha na dziecko i psa jest cała masa. I tak wiem, wielu z Was słyszało o takich sytuacjach, ale no tak Wam się to nie przytrafi, prawda 😉 Mądre zaangażowanie dziecka w posiadanie psa to materiał na osobnego posta. Niemniej pies zawsze będzie obowiązkiem osoby dorosłej. Ale grać trzeba do wspólnej bramki od najmłodszego do najstarszego domownika.

No i na koniec 😉

Napiszę Wam wprost,  na szkolenie wybierzcie się wtedy kiedy macie czas i WSZELKIE chęci. Żaden instruktor nie ma magicznej różdżki nikt roboty za Was nie zrobi. A i nie szukajcie motywacji z zewnątrz. To, że wydacie dużo pieniędzy na szkolenie Was nie zmotywuje 😉 nie tędy droga. Z czasem i tak odpuścicie, tak samo jak z dietą, siłownią, bieganiem.

Chcesz zacząć szkolenie

Opowiedz nam o sobie i swoim psie. Skontaktuj się z nami:

ZADZWOŃ
NAPISZ
ZADZWOŃ