Doskonale pamiętam czasy pierwszych wycieczek szkolnych. Tłum, gwar i masa radosnych dzieciaków, a wśród nich kilku biedaków, którzy okropnie się czują, ze względu na nudności wywołane chorobą lokomocyjną. Kiedy my cieszyliśmy się, zjadając zapakowany przez rodziców prowiant, oni znosili piekło, chcąc towarzyszyć nam w wyprawie.

Mało psi początek, ale ostatnio konsultując psiaki, mocno kładę nacisk na to, by jako przewodnik spojrzeć czasem oczyma psa. Niejednokrotnie porównywanie psich problemów, czy sposobów postrzegania przeróżnych bodźców, do naszych ludzkich spraw, pomaga przekonać przewodników do zmiany niektórych zachowań, tak by psiakowi żyło się lepiej.

Czym jest choroba lokomocyjna?

Podobnie jak u nas ludzi, około 20% psiaków ma problem z chorobą lokomocyjną. Często niezdiagnozowaną, gdyż ten problem nie objawia się tylko ogólnie znanymi wymiotami. Choroba lokomocyjna to najzwyczajniej robiący nas w balona błędnik. Błędnik, w dużym skrócie, odpowiada za naszą równowagę ( ale nie psychiczną :P). Kinetoza (bo tak fachowo określa się to zaburzenie) i jej dolegliwości pojawiają się, gdy mózg odbiera sprzeczne bodźce. Z jednej strony jesteśmy w ruchu, bo przecież samochód się przemieszcza. Z drugiej znów nie zmieniamy pozycji względem samochodu i najbliższych otaczających nas elementów – np. fotelu kierowcy. Nic więc dziwnego, że w takiej sytuacji organizm jest w stanie płatać nam figle. Problem nasila się w wysokich temperaturach i przy niskiej wilgotności. Co ciekawe, nie dotyczy kierowców, którzy skupieni są na prowadzeniu auta.

Choroba lokomocyjna u psiaków ma dokładnie takie samo podłoże.

 

Jak Kinetoza objawia się u psiaków?

Najbardziej rozpoznawanym objawem, są wymioty, o których wspomniałem powyżej. Mamy jednak całą gamę objawów, które mogą się pojawiać w przypadku wystąpienia choroby lokomocyjnej u psa. Objawami może być intensywne dyszenie, nadpobudliwość i stres, apatia. Pies może często ziewać, mlaskać oraz oblizywać się. Częstym objawem jest także nadmierne ślinienie się.

Pamiętajmy, że nieprzyjemne podróże, mogą sprawić że nasz psiak będzie bardzo oporny, kiedy będziemy chcieli zaprosić go do samochodu, a to może dosyć mocno skomplikować nam życie.

Jak poradzić sobie z problemem?

Oprócz dostępnych na rynku środków farmakologicznych (pamiętajcie, by ich zastosowanie konsultować z lekarzem weterynarii ), mamy szereg możliwości, które mogą pomóc naszemu psiakowi.
Na wstępie zadbajmy o to, by podróż samochodem kojarzyła się naszemu pupilowi z czymś fajnym. Starajmy się o to, by nie ograniczać użytkowania naszego pojazdu tylko na podróże do weterynarza 😛 Polecam przed podróżą przejść się kawałeczek z psiakiem, to pozwoli mu załatwić potrzeby a także rozładować napięcie, obniżając poziom ekscytacji.

Jeśli planujemy wypad z naszym psiakiem, nie karmmy go bezpośrednio przed podróżą. Warto z samochodu usunąć wszelkiego rodzaju odświeżacze o intensywnym zapachu, a także zadbać o schłodzenie naszego „psiowozu”, zanim zasiądzie w nim nasz psi pasażer. Świetnym rozwiązaniem są także wszelkiego rodzaju transportery czy klatki, które po pierwsze są najbezpieczniejszym środkiem do transportu zwierząt, po drugie ograniczają psiakowi widoczność, dzięki czemu uciekający za oknami świat nie miesza psiemu błędnikowi. Kolejnym dosyć dobrze sprawdzającym się sposobem, jest zadbanie o podniesienie poziomu serotoniny w psim organizmie. Tutaj idealnie wpasuje nam się psia potrzeba gryzienia, żucia, i lizania. Czas podróży można psiakowi umilić kongiem bądź gryzakiem. Dzięki temu psiak na tyle skupi się na rozładowaniu swojej potrzeby, że mamy dużą szansę na to, iż zapomni o tym, że w ogóle jedzie samochodem. Ważne by podczas podróży (szczególnie z użyciem gryzaka) dostosować styl naszej jazdy. Unikajmy nagłych hamowań, szybkiego pokonywania zakrętów oraz ostrego przyspieszania.

W przypadku dłuższych podróży, pamiętajmy o postojach. W przerwie zadbajmy o dostęp do wody i kawałek trawnika, by psiak wyluzował troszkę eksplorując otoczenie.
Osobiście często podróżujemy z psami. W naszym przypadku psiaki towarzyszą nam, gdy tylko jest to możliwe. Nie warto rezygnować z podróży z psem przez chorobę lokomocyjną. Popracujcie nad tym, sprawdźcie podpowiadane przeze mnie rozwiązania a podobnie jak my będziecie wyznawać zasadę „never walk alone”.

Wracając do wycieczki szkolnej, to prawda jest taka że nawet dzieciaki źle znoszące podróż, bawiły się świetnie i zapewniam, wspominają to do dziś.

 

Łapa!!