Dzisiaj kolejna część historii o tym, jak to mi szło budowanie mojego stada. W poprzedniej części mieliście okazję poczytać o tym, jak „uszczęśliwiłam” Igora adopcyjną siostrą, dzisiaj parę słów o tym, jak Igor i Hania zostali wychowawcami młodego pokolenia 😉 

Igor i Hania + Nanga

Zbliżały się piąte adopciny Hani, kiedy uznaliśmy, że za długo był spokój na chacie 😉 Dokładnie trzeciego marca zeszłego roku przywiozłam do domu jedenastotygodniową, łaciatą kluchę, która ponownie wywróciła domowe życie do góry nogami.

Warto wiedzieć! Dołączenie szczeniaka do stabilnego, dorosłego psa lub psów, to świetny pomysł, pod warunkiem, że nie zapomnimy, że to przede wszystkim szczeniak nasz, a nie naszych psów 😉 

Nanga wychowywała się w bardzo licznym miocie (miała dziesięcioro rodzeństwa!), poza tym regularnie bawiła się ze szczeniętami z młodszego o miesiąc miotu, oraz z kilkoma „nastoletnimi” podrostkami, które mieszkały w hodowli. Te doświadczenia wyposażyły ją w świetne kompetencje społeczne oraz budzące niedowierzanie strategie radzenia sobie z większymi, czy starszymi psami. 

Czy wiesz, że kompetencje społeczne psa kształtują się do około 12 tygodnia życia psa? Dłuższe przebywanie z mamą i rodzeństwem ma więc mnóstwo plusów!

Do domu weszła szturmem budząc szok Igora i politowanie Hani. Mamy mocne podejrzenia, że Hania, zanim trafiła do schroniska miała co najmniej jeden miot, a fakt, z jaką łatwością radziła sobie z Nangą zadaje się ten fakt potwierdzać.
Prawdę powiedziawszy, plan był taki, że to Hania weźmie młodą w obroty i pomoże nam w wychowaniu grzdyla, ale trochę się przeliczyłam. Hania miała wtedy dawno skończone naście lat i nie w głowie jej było odchowywanie wnuków 😉 

Szczenięta są fajne, ale pamiętajmy, że dopiero uczą się samoregulacji. Starsze czy schorowane psy mogą nie mieć wystarczająco siły by zatrzymać wkręconego w zabawę szczeniaka. Warto brać pod uwagę stan zdrowia naszego emeryta, zanim zdecydujemy się ściągnąć mu na głowę szczyla.

Rolę dobrego wujka przejął Igor. O dziwo! Po doświadczeniach z łączeniem z Hanią byliśmy przekonani, że mamy w domu socjopatę, który najszczęśliwszy jest, kiedy inne psy dają mu święty spokój. Tymczasem młodzieńcza energia Nangi poruszyła w nim czułą strunę i Igor po raz pierwszy od czasów wczesnego szczenięctwa, zaczął się bawić z innym psem. Gusia trafiła więc między miękkiego, miłego wujka Igora, a stanowczą Hankę, która żelazną ręką pilnowała porządku. Chociaż trzeba jej oddać, że nie musiała zbyt często przypominać, kto trzyma władzę w domu 😉
Okazało się to wcale nie najgorszą opcją – zabawa z Igorem rozwijała kompetencje społeczne Nangi, a obecność Hanki, której karząca łapa stale wisiała nad młodą, uczyła ją samokontroli i respektowania sygnałów innych psów.

Dobrze było, ale się skończyło, niestety.

Dwie rzeczy bardzo nieszczęśliwie zbiegły się w czasie. Z jednej strony Nanga weszła w okres burzy i naporu, zwanym okresem dojrzewania, a z drugiej – kondycja i stan zdrowia Hani mocno się pogorszyła. Młoda miała tendencje do coraz mocniejszych wkrętek, podczas, gdy jej surowa babka głównie spała. Pojawiły się u niej pierwsze objawy dementywne, problemem stało się wyjście na kwadrans na spacer.
W tym układzie Igor został postawiony przed koniecznością radzenia sobie z wkręcającym się, półrocznym pitbullem. Nasz wrażliwy płatek śniegu nie mógł sobie dać z tym rady i ostatecznie zdecydowaliśmy o ograniczeniu kontaktów między Nangą, a Igorem.

Dołączając do stada kolejnego psa trzeba się liczyć z tym, że konieczne może stać się wychodzenie na spacery w kilku turach. W najlepszym momencie wracałam do domu po nocnej zmianie i z marszu porywałam na spacer najpierw Nangę, potem Igora, a na koniec jeszcze osłabioną Hanię na szybkie siku.

Okres dojrzewania u Guśki na szczęście minął o czasie, ale Igor nie potrafił już przekonać się do ponownej zabawy z młodą. Ochłodziły się również ich wzajemne relacje. To znaczy, Nanga nie miałaby nic przeciwko wspólnemu spanku na kanapie, czy zabawie, ale Igor wycofał się na z góry upatrzone pozycje (zresztą te same, które zostały wskazane mu przez Hanię kilka lat temu 😉 ). 

A potem trójka ponownie zmieniła się w dwójkę. Hania odeszła, tak jak żyła – zdecydowanie, na swoich warunkach i bez oglądania się za siebie. Równowaga w domu ponownie wywróciła się do góry nogami.