Czas na ostatnią część moich przygód z układaniem sobie psiego stada 😉 

Igor i Nanga + Inka

Po odejściu Hani nikt zbyt długo się nie wahał i nie zastanawiał. Oczywiste było, że trzeci pies w domu być po prostu musi i tyle. Byliśmy jednak trochę mądrzejsi i bogatsi o doświadczenia dwóch poprzednich łączeń. Do tematu kolejnego psa podeszliśmy na chłodno, choć serce płakało, żeby wziąć do domu, któregoś z moich schroniskowych podopiecznych (jeden siedział już 1,5 roku, a drugi poważnie chorował).

Nie popełniajcie moich wcześniejszych błędów 😉 Nowego psa do stada wybiera się na chłodny rozum. Nasi rezydenci powinni być najważniejsi, nawet jeśli oznacza to, że nie możemy pomóc jakiejś strasznej bidzie, za którą serce się kraje. Albo musimy odłożyć w czasie przyjazd ślicznego, wymarzonego szczeniaczka.

Na poważnie przeanalizowaliśmy jakie mamy psy i jakiego psa by potrzebowały.
Mieliśmy więc w domu Igora – wrażliwego, trochę panikującego psa, o niskich kompetencjach i potrzebach społecznych. Dla niego najbardziej odpowiednia byłaby niezbyt duża, miękka suka, która z jednej strony nie złapie go przy mordzie, jak to miała w zwyczaju robić Hania, a z drugiej – nie będzie nalegała na bliski kontakt i intensywne interakcje. Z drugiej strony mieliśmy Nangę – prawie roczną APBT, która ma świetne kompetencje społeczne i bardzo wysokie potrzeby kontaktu z innymi psami. A dodatkowo lubi szybkie, dynamiczne interakcje i jest bardzo intensywna w zabawie. Dla niej dobry był by pies (bądź suka, bo jej to akurat bez różnicy) w podobnym do niej wieku, dynamiczny, ale potrafiący powiedzieć jej „dość”.
Przetrzepaliśmy na poważnie wszystkie kandydatury i ostatecznie wybór padł na Inkę – mix pitta, ze schroniska.
Inka miała ciężki start w schronie, zapowiadała się na psa hiperlękowego, ale nasze obawy rozwiały się po pierwszym spacerze poza teren schronu. Owszem, była ona nieco płochliwa, ale bardzo daleko jej było do klinicznej lękowości. Miała również problemy z samokontrolą, ale nic, czego nie dałoby się odpracować.

Pamiętajcie, że raczej nie znajdziecie psa doskonale pasującego do Waszych wymagań 😉 Nad każdym trzeba trochę popracować. Pamiętajcie również, że pies brany ze schroniska potrafi mocno zaskoczyć po adopcji! Historia Hani dowodem. Jeśli więc nie macie doświadczenia w ocenianiu psów, wybierzcie raczej domy tymczasowe i zdajcie się na rady wolontariuszy, którzy tymczasowo się psiakami opiekują 😊 

Spacer i zapoznanie na wybiegu wypadło wyjątkowo pomyślnie. Inka z miejsca złapała genialny wprost kontakt z Igorem. Z Nangą było trochę trudniej – dziewczyny długo wyjaśniały sobie różne sprawy na wybiegu, ale ostatecznie zmęczyły się bieganiem i emocjami i zdecydowały, że zawierają rozejm. Wkrótce później Inka przyjechała do nas do domu iiii… Okazało się, że znowu zostaliśmy przerobieni!

Nanga z Inką natychmiast uznały, że skoro razem mieszkają, to są niczym siostry rodzone. Guśka zgodnie ze swoją parszywą naturą wmanewrowywała Inkę w każdą inbę, której sama nie odważyłaby się rozpocząć (na przykład rozkręcenie afery z ogromnym bernenem sąsiadów 😉 ). Inka – ufna i dobroduszna biegła, gdzie pokazała jej nowa siostra, a w międzyczasie zwiedzała nowe miejsce zamieszkania. Okazało się też, że maniery ma wprost koszmarne i praktycznie na dzień dobry trzeba było zdejmować ją z każdego blatu w jej zasięgu.
Poważniejszy problem pojawił się w relacji z Igorem. O ile Inka na zewnątrz wciąż była dobrą koleżanką, o tyle w domu – bardzo niemile widzianym gościem. Ambitnie podjęliśmy się regulowania relacji między nimi, uparcie odganiając, próbującą mediować Nangę.

Czasem warto dać naszemu psu kredyt zaufania. Bywa tak, że on po prostu wie lepiej 😉 

Przez trzy dni chodziliśmy jak na szpilkach, baczyliśmy na każdy ruch Igora i Inki, ale atmosfera wciąż była gęsta jak śmietana. Do czasu, kiedy Nanga wyczekała na swój moment. Zdybała Igora i Inkę, na podwórku, pod bramą i skorzystała z faktu, że byliśmy zajęci pracami porządkowymi. Kiedy zorientowaliśmy co się dzieje, szczęki nam wszystkim opadły 😉 Nanga, ten mały pieron, który sam jeszcze potrzebował wychowania, wziął na siebie odpowiedzialność za nadzorowanie interakcji między Igorem, a Inką. I wiecie co? Wyszło jej to świetnie!
Nanga nie jest bardzo silną suką, daleko jej do żelaznej królowej, jaką była Hania. Ale to nawet lepiej, bo zamiast eskalować napięcie – rozładowywała je. Odprowadzała to Igora, to Inkę, przekierowywała ich uwagę to na jakąś słomkę, to na grudkę ziemi. 20 minut później cała trójka wróciła do domu. Od tego czasu ani razu nie powtórzyła się spina między Igorem a Inką.

Trudno jest „na żywca” w pełni ogarnąć komunikację między psami. Do pewnych kanałów komunikacji w ogóle nie mamy dostępu (np. komunikacja węchowa). Jeśli mamy możliwość, dobrze jest wspomóc się przy łączeniu kompetentnym, kreatywnym psem. Oczywiście, posiadanie takiego psa nie zwalnia nas z obowiązku nadzorowania interakcji! Nie możemy wykluczyć, że psiak po prosu sobie nie poradzi z trudną sytuacją.

Po pięciu latach mam wreszcie stado o jakim marzyłam. Prawdziwą, spójną grupę rodzinną. Inka jest dokładnie tym, czego brakowało między Igorem, a Nangą – Nanga zaś dba, by rodzina pozostawała w dobrych stosunkach 😊 Igor na powrót odkrył, że swój gatunek da się lubić, a etogram jest po to, żeby go używać.
Każdemu życzę takiego zakończenia łączenia i takiej psiej rodziny!