Temat w psim środowisku wciąż nośny i budzący wiele kontrowersji. Podsycają go nawracające co kilka lat „fale” doniesień medialnych o brutalnych atakach terierów typu bull na ludzi i zwierzęta. Myślę, że pora już zabrać głos jako szkoleniowiec, oraz jako właścicielka kilku takich gagatków 😉 

Na wstępie, dla tych z Was, którzy nie siedzą w temacie, rozwinę skrót, który będzie nam się tu przewijał przez cały post 😉 TTB czyli teriery typu bull, teriery bojowe. W tę grupę wliczamy pięć ras: american staffordshire teriera (amstaff, AST), staffordshire teriera (Staff, stafik), bulteriera (bul), bulteriera miniaturowego (miniak) oraz american pitbull teriera (pitbull, pit, APBT). Cztery pierwsze rasy zrzeszone są w FCI. Pitbulle nie zostały przez FCI uznane i zrzeszane są w historycznie starszym związku ADBA (bądź UKC).

Psy stworzone do zabijania.

To pierwszy najgłośniejszy zarzut, który pojawia się zazwyczaj w dyskusji między miłośnikami TTB, a ludźmi, którzy optują za wygaszeniem hodowli i zbanowaniem ras. I cóż, jest to zarzut jak najbardziej prawdziwy. TTB zostały stworzone do tego, by zabijać inne zwierzęta, bardziej konkretnie – by zabijać psy. To, czego trochę nie rozumiem to dlaczego akurat wobec TTB jest to stosowane jako zarzut usprawiedliwiający konieczność zlikwidowania ras. Przecież ogromna część psów pracujących została wyselekcjonowana do tego, by zabijać inne zwierzęta. Sympatyczne, białe i puszyste west highland teriery były świetne w norowaniach, podczas których brutalnie zagryzały w podziemnych korytarzach lisy i borsuki. Jack russel teriery, na które „moda” nie spada, dzięki sukcesowi filmu „Maska, to świetne szczurołapy, zabijące błyskawicznie i skutecznie. Podobnie zresztą jak „fancy” yorki, które dla wielu stereotypowo pełnią funkcję psów-dodatków. Żeby nie posiłkować się wyłącznie przykładami niewielkich, „niegroźnych” psów (chociaż o tym zaraz), przywołajmy sobie takiego rodezjana – psa na lwy. Albo mastfiffa neapolitańskiego, rasę wyselekcjonowaną do ścigania, kontrolowania i zabijania zbuntowanych, rzymskich niewolników (tak, tak LUDZI nie zwierzęta. Kto by o tym pomyślał, patrząc na sympatyczny, pomarszczony pysk neapolitana, prawda? 😉 ).

Jak świat światem, nie ma nic dziwnego w tym, że w przeszłości hodowano psy, które docelowo zabijać miały inne zwierzęta. Bądź też atakować ludzi. Od tysięcy lat psy pełniły dla nas rolę wielofunkcyjnych narzędzi.

Mordercze możliwości.

To kolejny zarzut, który natychmiast pada z ust przeciwników terierów bojowych. Bo w końcu wkurzony west potarga co najwyżej nogawkę, a wkurzony amstaff może urwać rękę czy nogę. Jak to więc jest z tymi możliwościami rasy?

Cóż, generalnie TTB mają dokładnie taki potencjał do zrobienia komuś krzywdy, jak inne psy ich wielkości. To nieprawda, że są jakoś wyjątkowo uzdolnione w tym aspekcie. Oczywistym jest, że pies który waży od 20 do 30 kg może wyrządzić poważną krzywdę, ale obrażenia spowodowane przez wkurzonego bulteriera nie będą się znacząco różnić od obrażeń spowodowanych przez wkurzonego labradora.
To również nieprawda, że małe pieski nie są groźne. Fakt, dorosłemu człowiekowi nie zrobią takiej krzywdy jak większe psy, ale zęby również mają i również potrafią z nich skorzystać. Jeśli wkurzony weścik wpadnie na cudzego szczeniaka może być nieciekawie. Jeśli taki psiak dopadnie na przykład do chihuahu’y to jak najbardziej może skończyć się to śmiercią mniejszego psiaka.
Podsumowując – każdy pies może być niebezpieczny dla swojej kategorii wagowej, albo mniejszego psiaka. Tak jak staffik ma raczej nikłe szanse na powalenie kaukaza, tak west czy york może poważnie pokaleczyć innego przedstawiciela swojej rasy. Należy więc przyjąć zasadę, że psy z problemem do innych psiaków powinny być prowadzone na smyczy i pod kontrolą właściciela.

A dodam jeszcze, że podbiegający maltańczyk potrafi skiepścić miesiące, a czasem i lata pracy z psem problemowym, równie skutecznie jak podbiegający pitbull. Naprawdę, kontrolujmy nasze psy, jakiej by one wielkości nie były!

Wrodzona agresja.

No dobra, a co z tą mityczną rządzą krwi, którą podobno maja prezentować rasy bojowe.
No cóż, jest mityczna 😉
Ale jak to czasem bywa, w tym micie jest ziarno prawdy. Rzeczywiście agresja jest wrodzona! Wrodzona dla każdego psa, każdej rasy (bądź wielorasowaca), od pierwszych chwil życia – dlatego, że to naturalna część etogramu, forma komunikacji również „dobra” jak komunikacja stresu czy lęku, lub komunikacja pro-społeczna. Wszystkie psy tego świata od wiek wieków korzystają z agresywnych form komunikacji, kiedy sytuacja według nich tego wymaga. I fakt, czasem my, naszym ludzkim mózgiem rozumiemy, że przecież nic złego się nie dzieje, a pies mimo wszystko z jakiegoś powodu zachowuje się agresywnie. To dlatego, że psy nie zostały stworzone do życia w mieście i to nas, przewodnikach, ciąży odpowiedzialność wytłumaczenia im, jak miasto funkcjonuje i jak należy się w nim zachowywać.

Trochę inną kwestią, jest temat agresywności, rozumianej jako cecha temperamentu. Ta jest już wrodzona, ale o niej już pisałyśmy – by więc nie przedłużać odsyłam Was do poprzedniego wpisu (http://www.passionblog.com.pl/gen-agresji/) .

Ale przecież TTB nie czują strachu, bólu i nie rozumieją komunikacji innych psów, prawda? Prawda?!

No nieprawda 😉 Faktycznie, teriery bojowe mają podwyższony próg bólu. Ale to nie oznacza, że go nie czują i są nie do zatrzymania. To również nieprawda, że niczego się nie boją. Rzeczywiście, większość osobników bardzo subtelnie sygnalizuje stres i dyskomfort. Trzeba wiedzieć czego szukać i mieć wprawne oko, by to zauważyć. Ale kiedy już nabędziemy niezbędnych umiejętności, zauważymy, że rzeczywiście im również zdarza się bać czy nie czuć dobrze w danej sytuacji. A co z tym odczytywaniem sygnałów innych psów? Cóż, to już zależy od przewodnika i przeszłości psa. Kompetencje społeczne to już akurat umiejętność nabyta – ci z Was, którzy mieli już okazje mieć zajęcia łączone z Nangą mogą potwierdzić, że również APBT może mieć wysokie kompetencje społeczne i dobrze sobie radzić z prowadzeniem interakcji 😉 Niestety, plagą wśród miejskich psów są niskie kompetencje społeczne i dotyczy to wszystkich psiaków, bez względu na pochodzenie. Powodów takiego stanu rzeczy jest wiele, ale właściwie żaden nie zależy od rasy. Pies jako gatunek jest zwierzęciem społecznym i jako gatunek nastawiony jest na rozumienie komunikatów nadawanych przez współbraci – jeśli coś nam tutaj nie gra, to zazwyczaj jest to efekt tego, że wsadziliśmy tam nasze, ludzkie łapki.

Jakie więc są teriery typu bull?

Cóż, jak media markt – nie dla idiotów 😉 Ale czy znacie chociaż jednego miłośnika jakiejkolwiek rasy, który powie: „Tak, te psy są idiotoodporne”?
Przyjmijmy więc, że każdy psiak, rasowy czy nie, zasłużył na odpowiedzialnego, uważnego przewodnika i fajną relację z nim 😊 

Chcesz zacząć szkolenie

Opowiedz nam o sobie i swoim psie. Skontaktuj się z nami:

ZADZWOŃ
NAPISZ
ZADZWOŃ