Po ostatnim naszym wpisie na temat linek, wiecie już, że 10 metrowa linka dla psa, to dla nas absolutny must have :). Przez nasze instruktorskie dłonie przeszły setki różnych linek, każdego możliwego typu, rodzaju, rozmiaru. Wiemy o nich całkiem sporo, niektóre testowałyśmy dłużej na własnych psach. Dlatego specjalnie dla Was zdecydowałyśmy się przygotować poniższy ranking, w którym uwzględniłyśmy różne typy 10 metrowych smyczy w różnych postaciach. Jego zwycięzcę znajdziecie na samym dole :). 


Linka plecionka

Najpopularniejsza i najtańsza :). Nie tylko można ją dostać w każdym internetowym zoologu, ale i kupić za grosze w dowolnym dużym sklepie budowlanym czy ogrodniczym, dowiązać do karabinka i stworzyć linkę o dowolnej długości i średnicy. Niestety, tak jak popularna i dostępna, tak niebezpieczna. To ona odpowiada za najbardziej paskudne poparzenia na dłoniach czy kostkach. Jeśli mamy średniego lub dużego psiaka, nie trzeba wcale mocnego szarpnięcia, żeby zostawiła na naszej dłoni lub nodze bolesny bąbel. Ponadto łapie wodę i bród jak magnez opiłki żelaza i uwielbia się supłać – sama o siebie, o człowieka, o psa, o otoczenie.

– wytrzymałość 8/10

– cena 10/10

– tendencja do plątania 4/10

– bezpieczeństwo (palenie rąk, cięcie skóry, zrywalność) 3/10

– wygoda (brudzenie się, wygoda w praniu, zwijaniu, etc) 4/10 o ile umiemy prawidłowo jej używać

Suma: 29 punktów

Taśma
Powszechnie chwalona i polecana linka. Z atutów: nie tnie rąk czy nóg tak łatwo, jak budowlana „plecionka”, zazwyczaj powoduje też mniejsze oparzenia. Jednakowoż – nie ulega wątpliwości, że oparzyć może (i to brzydko), ponadto wiele zależy od samego materiału, z jakiego wykonano splot. Bywają linki, które dobrze „trzymają się” dłoni, ale bywają takie, które ślizgają się w ręce, albo ze względu na sztywność, nie trzyma się ich wygodnie. Większość taśm jest odporna na warunki atmosferyczne, ale jednak lubią pociągnąć wody lub błota z otoczenia. Sytuację ratuje trochę fakt, że pierze się je dość łatwo, w pralce raczej nie plątają się w węzeł gordyjski. Niezłą alternatywą, bo znacznie bezpieczniejszą dla skóry dłoni, są ewentualnie linki gumowane – chociaż odpowiednio droższą i cięższą, stąd nie nadadzą się dla psich mikrusów.
Taśma nie bez powodu króluje wśród psiarzy – tania, wytrzymała i stosunkowo bezpieczna, jest niezłym wyborem dla osób, które zaczynają pracę na linkach, albo nie używają jej wyjątkowo często (a nawet jeśli, to potrafią się do niej przyzwyczaić 😉 ).

– wytrzymałość 7/10

– cena 9/10

– tendencja do plątania 6/10

– bezpieczeństwo (palenie rąk, cięcie skóry, zrywalność) 5/10

– wygoda (brudzenie się, wygoda w praniu, zwijaniu, etc) 5/10

Suma: 32 punkty

Smycz automatyczna
Wróg wielu trenerów i świadomych psiarzy. Czy taki diabeł straszny, jak go malują?
Zacznijmy od wad, bo tych smycz automatyczna ma sporo. Przede wszystkim automat nieustannie utrzymuje napięcie. Oczywiście, dla większości psów nie jest to nacisk, który będzie powodował dyskomfort, ale jednak komunikację będzie znacząco utrudniał – szczególnie na początku pracy „etogramowej” z psem. Problemem jest również fakt, że w przypadku psów, które słabo się odwołują (a takie niestety bardzo często prowadzone są na automatach), nie ma innej, bezpiecznej metody na skrócenie smyczy niż podszarpywanie psa. Charakterystyczny ruch przysuwająco-szarpany jest znany większości z nas. To już komfortowe dla psa na pewno nie jest. Problemem jest również kiepskie wyważenie sprzętu. Automaty bardzo łatwo wypadają z dłoni – szczególnie przy szybkich i silnych psach. Włócząc się za psem, trzaskają się niemiłosiernie, często pogarszając sytuację. Nie jest to również sprzęt szczególnie bezpieczny dla ludzi. Linka potrafi paskudnie przeciąć skórę na nodze czy ręce. Trochę lepiej jest w przypadku „taśmowych” automatów, ale wciąż obrażenia powodowane przez tę popularną smycz, potrafią niemile zaskoczyć.
Oczywiście, automaty, jak każdy sprzęt mają również swoje zalety 😊 Przede wszystkim taśma czy linka raczej nie brudzi się i nie naciąga wody. Jest też po prostu wygodniejsza i czystsza dla ludzkiego użytkownika – nie ma konieczności ciągłego przesuwania rękami wzdłuż linki. Jest to niezła alternatywa dla klasycznej linki, ale tylko u psów przepracowanych w komunikacji i posłuszeństwie. Bywa również ratunkiem dla osób, wychodzących z dwoma psami na raz. Należy jednak pamiętać o tym, by zarówno psa, jak i siebie odpowiednio przygotować do pracy na automacie – obsługa tej smyczy, to umiejętność, której jak każdej, trzeba się nauczyć.

– wytrzymałość 7/10

– cena 4/10

– tendencja do plątania 10/10

– bezpieczeństwo (palenie rąk, cięcie skóry, zrywalność) 5/10

– wygoda (brudzenie się, wygoda w praniu, zwijaniu, etc) 9/10 o ile umiemy prawidłowo jej używać

Suma: 34 punkty


Lonża
Lonża dla konia, to świetna alternatywa dla tradycyjnych linek. Jest grubsza, dzięki czemu nie pali tak rąk i idealnie sprawdza się dla średnich i dużych psiaków. Ale no właśnie, dla maluchów już nie. Będzie dla nich zwyczajnie za ciężka. Niewątpliwym plusem jest to, że bardzo rzadko robią się na niej supły, a jeśli już, to łatwo jest je rozplątać. Niestety, jak każdy produkt ma też swoje minusy. Lonża końska bardzo łatwo chłonie wodę i brud, a przez to, że jest grubsza niż inne linki, to też dłużej schnie. Więc jeśli planujecie wypad nad wodę, to nie będzie dobrym wyborem, ale do miejskiego parku czy na łąki przy dobrej pogodzie, sprawdzi się idealnie.

– wytrzymałość 9/10

– cena 8/10

– tendencja do plątania 8/10

– bezpieczeństwo (palenie rąk, cięcie skóry, zrywalność) 10/10

– wygoda (brudzenie się, wygoda w praniu, zwijaniu, etc) 2/10
Suma: 37 punktów


Linka PCV
Bardzo sympatyczna linka :). Po pierwsze, mamy dużą możliwość wyboru – zarówno jeśli chodzi o szerokość jak i kolorystykę, jest w czym przebierać, zatem możemy dobrać linkę prawie do każdego psa. Dlaczego prawie? Niestety linki PCV są dość ciężkie i jeśli mamy jednego z tych najmniejszych psiaków, to znalezienie odpowiednio wąskiej taśmy, która nie będzie dla niego zbyt ciężka, może okazać się bardzo trudnym zadaniem.
Wodoodporna, nie łapie błota, po większości spacerów wystarczy ją opłukać pod bieżącą wodą, świetnie radzi sobie z rosą na łące :). Uwaga! Kiedy jest bardzo mokra, to ślizga się w dłoni. Niestety, nie lubi się z kurzem, więc jeśli sporo chodzimy po piaszczystych terenach, a zależy nam na utrzymaniu ślicznego i intensywnego koloru, to częściej musimy porządnie ją szorować. Może się zdarzyć, że lekko przypali dłoń, ale wyłącznie przy bardzo silnym pociągnięciu przez dużego psa.

– wytrzymałość 9/10

– cena 5/10

– tendencja do plątania 8/10

– bezpieczeństwo (palenie rąk, cięcie skóry, zrywalność) 7/10

– wygoda (brudzenie się, wygoda w praniu, zwijaniu, etc) 8/10
Suma: 37 punktów

Linka Biothane
Bezapelacyjnie nasz numer 1. O tych linkach mogłybyśmy napisać osobny artykuł, tyle razem przeżyłyśmy. Zacznijmy od jedynego zauważalnego minusa, o którym wypada powiedzieć wprost – długa linka z biothane jest po prostu droga. Co nie zmienia faktu, że nie znam nikogo, kto raz spróbował i chciałby z niej zrezygnować na rzecz tańszych alternatyw.
Nie owijając w bawełnę – te linki są nieśmiertelne, o ile używane prawidłowo. Nie przeżyją, co oczywiste, kontaktu z rozgryzającymi je zębami szczeniaka, ale przeżyją bez szwanku podróże po górach, skałach, lasach, babranie się w błocie, piachu i wodzie, owijanie wokół drzew, przyblokowanie pod głazem, szarpnięcia jajecznego 40 kg samca, który musi biec już natychmiast do suki w cieczce. I wiele, wiele innych :). Ciorane spacerowo i podróżniczo przez przeszło 2 lata, wyglądają nie jak nowe, ale jak może 2 miesięczne, a ich mycie to po prostu spłukanie prysznicem po wymagającym i mokrym spacerze. Nie plączą się, a jeśli nawet zawiążemy na niej supeł, to rozwiążemy go bez najmniejszych problemów. Są lekkie, ale bardzo wytrzymałe. W kilku wariantach szerokości, co daje możliwość dobrania rozmiaru dla każdego psa. Nigdy nie zdarzyło mi się, żeby biothane przypalił mi dłoń. A parę psów naprawdę bardzo się starało, żebym dobrze pod tym względem swoją linkę przetestowała. Pamiętam też, jak rzuciłam w zeszłym roku Hakerowi aport, nie wiedząc, że mam linkę owiniętą wokół kostki. Zdarłam górną warstwę naskórka, nie ocierając nawet milimetra skóry. Kiedy Haker był szczeniakiem, w takiej samej sytuacji, przy użyciu plecionki, miałam jednego wielkiego strupa na całej szerokości kostki.

– wytrzymałość 10/10

– cena 2/10

– tendencja do plątania 9/10

– bezpieczeństwo (palenie rąk, cięcie skóry, zrywalność) 10/10

– wygoda (brudzenie się, wygoda w praniu, zwijaniu, etc) 10/10
Suma: 41 punktów

Chcesz zacząć szkolenie

Opowiedz nam o sobie i swoim psie. Skontaktuj się z nami:

ZADZWOŃ
NAPISZ
ZADZWOŃ