„On w ogóle mnie nie słucha”

„Dobrze wie, że mu nie wolno, a i tak to robi”
„On nie rozumie co się do niego mówi”
„Ja mówię, tłumaczę, a on nic”

Gdybyśmy dostawały złotówkę za każdym razem, gdy słyszymy któreś z powyższych, lub podobnych stwierdzeń, to każda z nas byłaby już milionerką :). A tak naprawdę już w jednym z tych zdań, kryje się podstawowa przyczyna skutkująca tym, że psiak nie zachowuje się tak, jakbyśmy chcieli. Dzisiaj skupimy się na kilku najczęstszych przyczynach tego, że psiak nie słucha, a Ty masz wrażenie, że nie potraficie się dogadać.

Przepraszam, nie rozumiem…

Psa trzeba nauczyć słów! Bo niestety, z natury nie kuma ani po polsku, ani po angielsku, czy nawet po chińsku. I jeżeli chcemy, by przychodził na zawołanie, podawał łapę, chodził przy nodze na komendę, czy znajdował dowolny przedmiot (albo zapach), to trzeba go nauczyć, że konkretne słowo oznacza właśnie jedno z tych zachowań. Dopiero gdy nauczymy go znaczenia danego słowa, to możemy oczekiwać, że będzie na nie właściwie reagował. I tutaj rzecz warta przypomnienia! Psiak wymaga od 4000 do 6000 powtórzeń, żeby wdrukować konkretną komendę, w warunkach panujących w danym miejscu!

 

Siła gestów.
Zazwyczaj zupełnie o tym nie myślimy, ale swoim ciałem mówimy psu znacznie więcej, niż słowami. Prosty przykład – mój psiak uwielbia kontakt z właściwie każdym człowiekiem, ale jednocześnie bardzo mocno reaguje na pozycję, w jakiej obcy człowiek się do niego ustawia. Parę razy zdarzyło się, że ktoś z sąsiadów chciał go pogłaskać – wyciągnął rękę w kierunku głowy Hakera, pochylając się nad nim. Haker w takich sytuacjach najczęściej odwraca się nieco skulony i odchodzi. Wtedy zawsze widzę zdziwienie i słyszę „ale czemu on się mnie boi?” :). Kiedy mówię „proszę stanąć bokiem i wyciągnąć do niego dłoń” nagle zachowanie psa zmienia się o 180 stopni, radośnie podbiega i nadstawia się do głaskania.  Psy czytają nasze ciało lepiej, niż moglibyśmy przypuszczać! Swoją postawą nieświadomie możemy nie tylko powodować niepokój czy strach, pokazać „dezaprobatę” dla psiego zachowania, ale również wysyłać psa w konkretną stronę i wzmagać ciągnięcie na smyczy, czy nawet wzmagać konflikt między nim, a innym czworonogiem.

Sprzeczny komunikat.
Z komunikacją za pomocą ciała wiąże się poniekąd jeszcze jedna przeszkoda w skutecznym dogadaniu się z psem. Zdarzyło Wam się, że psiak zrobił coś czego nie powinien absolutnie robić, ale jednocześnie robił to w tak komiczny sposób, że jedyne co Wam zostało to śmiech? Ostatnio, zresztą nie pierwszy raz, złapałam się na tym, że krzyknęłam do Hakera „EEE!”, śmiejąc się w głos, kiedy ukradł mi futrzastą rękawiczkę z kieszeni kurtki. I nasze „EEE”, które przecież zawsze działa, nagle nie zadziałało. Ups. Powtórzone z odpowiednią intonacją, oczywiście od razu przyniosło oczekiwany efekt, w postaci wypuszczenia zdobyczy z pyska.
Sprzeczne  komunikaty prowadzą również do tego, że sami uczymy psiaka niewłaściwych zachowań. Mały słodki szczeniaczek biegnie nas przywitać, gdy wracamy do domu. Co robimy? No oczywiście witamy się z nim wylewnie, miziając go energicznie, nie zauważając nawet, że skacze nam po nogach. Za pół roku dalej witamy się z nim wylewnie, ale już nie podoba się nam, że teraz 20 kilogramowy psiak na nas skacze i powitanie przeplatamy ciągłym mówieniem „ale nie skacz”. A po następnych kilku miesiącach mamy tego serdecznie dość i zastanawiamy się jak to się stało, że 50 kilogramowy potwór ciągle na nas wskakuje, skoro w ogóle nie tego chcemy. 
Jak nad tym zapanować? Trzeba uważnie obserwować psiaka i jego reakcje na nasze zachowanie, oraz pilnować, żeby nasze ciało było spójne z tym co do psiaka mówimy i czego oczekujemy. Więc jeśli chcesz spokoju od psiaka, to najpierw wprowadź ten spokój sam :).

Mniej gadania, więcej działania!
Zagadujecie swoje psiaki? Rany, to był chyba największy mój problem, żeby nauczyć się NIE mówić do psa bez potrzeby. Wciąż gadam do niego w domu, czasami w neutralnych sytuacjach na spacerach, ale trochę mi zajęło, żeby nie powtarzać komendy po raz trzydziesty przy jednym jej wykonaniu, albo nie wygłaszać monologu, kiedy pies np. ma problem z jakimś rozpraszaczem, lecz pomóc mu się przekierować na coś innego, czy zmienić kierunek w jakim sama stoję – na przeciwny do bodźca. 

Jakiś czas temu powiedziałam na zajęciach do jednego z kursantów, że za dużo gada do psa. Wytłumaczyłam co robić, zamiast mówić i następnego dnia dostałam wiadomość „Dobra, jak się mniej mówi a więcej robi, to faktycznie działa i widać efekty” :). Bo wracamy do tego co na początku – pies nie kuma po polsku. A żeby wyłapywał komendę, wplecioną w środek zdania, to musi naprawdę świetnie ją znać i być na nas mocno skoncentrowany – a to też trzeba ćwiczyć w treningu. Jeśli również masz problem z nadmiernym gadaniem z psiakiem, to podpisz sam ze sobą umowę, że na spacerach będziesz używać wyłącznie komend, które pies już kuma, wyłącznie raz, a potem będziesz egzekwować ich wykonanie. To działa! Serio :).

Podsumowując – nie poznałam jeszcze psa, o którym mogłabym powiedzieć „bo on jest taki guuuupiii”. Zazwyczaj to „gupi”, to najzwyczajniej w świecie efekt niewłaściwej, lub niezrozumiałej dla psa komunikacji. Kiedy zaczynamy gadać po psiemu, to nagle nasz pies zaczyna nas świetnie rozumieć!