Luźna smycz, marzy się większości z nas 😉 Dla mnie nauka luźnej smyczy w wypadku Ciro to była droga przez mękę. Nauka nie trwała miesiącami a latami a efekt przyszedł wiecie kiedy? Kiedy mój pies przestał chodzić na smyczy. Absolutnie nie apeluję, o to, żeby teraz każdy puścił swojego psa ze smyczy, ale jak to wyglądało u mnie i to nie tylko w wypadku Ciro zaraz się dowiecie 😉

Kiedyś spacer, a szczególnie jego początek przypomniał zawody weight pullingu, gdzie obciążeniem była ja 😉 Ciro ciągnął jak parowóz, ekscytując się absolutnie wszystkim. Jak widział innego psa na ulicy to był dramat, musiałam trzymać się drzewa, żeby nie polecieć razem z nim. Nauka szła jak po gruzie. Były różne metody, różne opinie ,różne szkoły. Ćwiczyłam z nim pod okiem różnych instruktorów. Jeden podpowiadał skupienie i smakołyki, działało ale wtedy kiedy były sterylne warunki, inny podpowiadał drzewko, Ciro dostawał niemal szału bo byliśmy w stanie wyjść raptem 2 metry przed płot i na tym nasz spacer się kończył a do ciągnięcia doszło szczekanie, piszczenie i wydawanie z siebie innych bliżej niezidentyfikowanych dźwięków. Inny podpowiedział łańcuszek i ostra korekta i to była chyba najgorsze rozwiązanie jakie wprowadziłam, bo u Ciro do ekscytacji doszedł jeszcze lęk. Ciro w ogóle nie wyciąga wniosków z korekty, jego wprost korekta nakręca, motywuje do popełniania błędów. Do tego Ciro jest psem delikatnym psychicznie, więc korekta powodowała strach, obniżenie motywacji do zera a w konsekwencji zamknięcie w sobie i niechęć do wszystkiego. I o ile u Lucky mogę pozwolić sobie na wprowadzenie korekty, tak u Ciro nie ma to najmniejszego sensu. I tak mijały miesiące a mój pies jak ciągnął na smyczy tak ciągnął, aż w końcu zrezygnowałam, totalnie odpuściłam … doszłam do wniosku, że mój pies nigdy nie będzie chodzić na smyczy tak jak powinien.

Zaczęłam mojego psa ładować do auta i wywozić na pola, gdzie smycz nie jest potrzebna. Oczywiście w międzyczasie mocno pracowałam nad odwołanie.  Z tym też miałam ogromny problem, ale udało mi się to fantastycznie rozwiązać. Jak? Kiedyś Wam opowiem bo to długa i dość kontrowersyjna opowieść ;)) I tak oto Ciro zaczął chodzić bez smyczy. Totalnie. Najpierw na polach. Potem nieśmiało zaczął chodzić w spokojnych miejscach, gdzie w oddali były domki, potem miedzy domami, a teraz w sumie to wszędzie. Ale zawsze tak na wszelki wypadek miałam ze sobą smyczę i zdarzyło się, że kilka razy musiałam jej użyć i co …. I nagle mój pies przestał ciągnąć, przestał się  ekscytować, a wiecie czemu? Ciro kiedy mógł biegać swobodnie zaspokajał sobie swoją potrzebę eksplorowania i znaczenia terenu. Dla niego, jest to akurat jedna z ważniejszych potrzeb. Samiec z jajkami więc komunikować się z innych chłopakami no i ponętnymi suczkami trzeba 😉 Smycz była dla niego ogromnym ograniczeniem, ciągnął mnie bo chciał podejść do zapachu do przedmiotu, chciał poznać, powąchać… Czy to dziwne?? Nie 😉

Dzisiaj to już wiem i mam spokojnego psiaka, który na smyczy jest zrelaksowany a nie sfrustrowany. I wiecie co, tą samą metodę zastosowałam u Farelki. Ten mały bąk, od 4-5 tygodnia życia (jest z mojej hodowli, dlatego mam ją … od zawsze  ;)))) chodził bez smyczy. Oczywiście na początku w bardzo bezpiecznych miejscach, gdzie nie jeżdżą samochody itd. 😉 Pamiętajcie zdrowy rozsądek to postawa. Uczyłam ją, że jak idzie sama z siebie przy nodze, to dostaje smakołyk. Nigdy nie robiłam tego na komendę, po porostu kiedy sama obok mnie szła dostawała smaki tyle. I tak oto Frelka jest przykładem psa, który mimo tego, że nigdy nie był uczony chodzenia na smyczy robi to idealnie.

Dzisiaj początek naszego spaceru z Ciro wygląda tak jak na filmiku. Jest moment, gdzie Ciro chce wyjść do przodu, ale dlatego, że  na drodze pojawia się kotek. Niemniej możecie zauważyć, że wystarczyło moje „cmoknięcie” i Ciro ładnie wraca do marszu przy nodze. Oczywiście rezygnacja z kotka, została nagrodzona, bo to jednak coś, co kusi każdego mojego psa najbardziej 😛

Da się? Da się! I czasem podstawą do sukcesu nie jest kolejna wprowadzona metoda, smakołyki czy cuda na kiju a podstawą sukcesu jest zrozumienie potrzeb swojego psa.