Dzisiaj trochę więcej prywaty, niż zazwyczaj ;P Ale czuję, że pora wyjaśnić pewne kwestie i wyjaśnić Wam, dlaczego na pytanie czym się zajmuję, zawsze odpowiadam porażająco długim zdaniem: „jestem instruktorem szkolenia psów”, zamiast streścić wszystko do jednego  słowa: „behawiorysta”. Mało tego! Jeśli ktoś nazwie mnie behawiorystą, to od razu krzyczę, że nie, nie, wcale nim nie jestem!

Czym w ogóle jest behawioryzm?

W potocznym rozumieniu, behawioryzm psów, to „psia psychologia”. Stąd wziął się podział na „trenerów” (którzy zajmują się uczeniem psów siadania, leżenia i chodzenia przy nodze) i „behawiorystów” (którzy mają zajmować się rozwiązywaniem problemów z zachowaniem i generalnie „rozmawiać z psem”). Tymczasem behawioryzm to tak naprawdę nurt w psychologii i to naszej, ludzkiej 😉 W dodatku nurt bardzo specyficzny, dość radykalny w swoich założeniach.

Behawioryzm zaczął się od Pawłowa – tak, tak, tego od psów, dzwonka i ślinienia się. Rozwijany był przez Skinnera, który również w badaniach wykorzystywał psy. Chyba dlatego to słowo tak mocno przyszyło się do naszych czworonożnych pupili. Ale to wcale nie tak, że behawioryści byli zainteresowani wnikaniem w psią głowę! W rzeczy samej, było wręcz przeciwnie – ten nurt psychologiczny zakłada, że zachowanie wszystkich istot na ziemi determinowane jest wyłącznie przez oddziaływania środowiska. Innymi słowy, to kim jesteśmy, to wynik tego, jakie wzmocnienia i kary działały na nas w ciągu naszego życia. Tu nie ma za wiele miejsca na indywidualność – każdy mógłby być każdym, gdyby poddać go odpowiednim oddziaływaniom. Behawioryzm nie przywiązuje również szczególnej wagi do aspektu emocjonalnego – nie ma znaczenia dlaczego, ktoś coś robi. Celem jest wyłącznie sprawienie, żeby przestał to robić.

Konsekwencja takiego podejścia stało się założenie, że każdego można „poprawić” korzystając z tych samych oddziaływań (osławiony kwadrat wzmocnień). Stąd już bardzo prosta droga, to sprowadzenia nawet ludzi do roli automatów, którzy odruchowo reagują na bodźce. W tym nurcie nie ma miejsca, na tłumaczenie DLACZEGO – tutaj mamy wyraźny podział na „terapeutę” i obiekt, który poddawany jest jakimś oddziaływaniom. I właśnie dlatego behawioryzm w swojej czystej postaci odszedł trochę do lamusa – dziś już wiemy, że do wychowania dziecka nie wystarczy zaserwować mu cukierka i klapsa w kluczowych momentach!

Rozumiecie już dlaczego nie lubię, jak nazywają mnie behawiorystą? 

Oczywiście, muszę przyznać, że mechanizmy warunkowania i klasycznego i instrumentalnego działają, są prawdziwe i w ogóle! Jednakowoż, nasze psy to jednak coś więcej niż automat reagujący na żarcie 😉 To nie jest tak, że wystarczy mieć głodnego psa i jedzonko, żeby rozwiązać każdy problem z zachowaniem (każdy, kto miał okazję pracować z psiakiem, który na widok innego psa, pluje nawet ukochanymi parówkami, wie o czym mówię!). Nie jest też tak, że pies bezrefleksyjnie popłynie wszędzie tam, gdzie mu się to będzie bardziej opłacać. Sprowadzając osobowość naszego pupila do tego poziomu, szybko doszlibyśmy do wniosku, że w gruncie rzeczy cała nasza relacja i porozumienie z psem, to wydawanie mu jedzenia.

Ja nie jestem behawiorystą, ponieważ moim celem nie jest zmiana zachowania. Uważam, że zachowanie to tylko sposób w jaki psy manifestują to, co dzieje się w ich głowie – moim celem jest więc zmiana sposobu, w który interpretują one sytuację. Ten aspekt poznawczy jest szalenie ważny i bardzo mocno związany z tym, czym dla mnie jest podmiotowe traktowanie zwierzęcia.

Innymi słowy, jeśli chcę nauczyć psiaka ignorowania innych psów, nie koncentruję się tylko nad tym, jak sprawić, żeby pies ładnie szedł przy nodze. Właściwie, to jest ostatnia rzecz, o której myślę, na początku wspólnej pracy 😉  Przede wszystkim, zaczynam od ustalenia dlaczego pies podciąga do innych psów, a następnie pracuję nad tym, że w swojej własnej głowie psiak ZROZUMIAŁ, że NIE MUSI tego robić.
I oczywiście, że przez ogromna część czasu opieram się na behawioryzmie! Jednak kwadrat wzmocnień to tylko połowa mojej pracy – jeden z elementów wykorzystywanych do znalezienia rozwiązania i wytłumaczenia zarówno przewodnikowi, jak i psu, jak się porozumieć i jak odnaleźć się w trudnych sytuacjach. 

Na pytanie kim jestem, jedyną właściwą odpowiedzią jest więc: tym, kogo w danym momencie potrzebuje pies 😉 

  1. Dla tych z Was, którzy interesują się psychologią, powiem, że gdybym miała przypiąć się pod jakiś nurt, zdecydowanie byłby to nurt poznawczo-behawioralny 😉

Chcesz zacząć szkolenie

Opowiedz nam o sobie i swoim psie. Skontaktuj się z nami:

ZADZWOŃ
NAPISZ
ZADZWOŃ