Biorę do ręki gazetę, która już w nazwie sugeruje, że jest dla ekspertów. Czytam artykuł o warunkowaniu instrumentalnym, a w nim krzyczą „Tylko metody pozytywne”, „Awersja to zło”. Dzwoni ktoś spytać o kurs „Szkoli Pani metodami pozytywnymi?”. Kolejne szkoły otwierają się pod szyldem „Pozytywne szkolenie psów”. Na jakiejś grupie na Facebooku ktoś zapytał o obroże elektryczną, został zlinczowany i prawie wezwali do niego TOZ.

Serio?

Zacznijmy od początku… Ja w mojej pracy z psami zawsze opieram szkolenie na motywacji pokarmowej. Dlaczego? Ponieważ wynika ona z potrzeby nieelastycznej u psa. Jeśli pies nie będzie jadł, to umrze – prosta sprawa. Zatem za każdą, nawet najmniejszą pierdołę, którą pies wykona dobrze, dostaje jedzonko. Dużo jedzonka. Prowadząc zajęcia zawsze podkreślam przewodnikom jakie to jest ważne w kształtowaniu nawyku u psa, zawsze nawiązuje do Psa Pawłowa. Od tej reguły nie ma wyjątków. Albo pracujecie ze mną ze smakołykami, karmą czy innym jedzeniem, albo nie pracujemy wcale. I patrząc na to co napisałam mogę powiedzieć, że szkolę metodami pozytywnymi. Tak, szkolę ale nie tylko. I właśnie to jest kluczowe. Wcale nie chodzi o to, że przychodzą do mnie psy, to od razu zakładam im kolce, albo elektrykę i zaczynam je torturować. Bo te narzędzia wcale do tego nie służą. Ba! W większości jak ktoś przychodzi z kolczatką, to od razu mówię, że mają ją ściągnąć, bo jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się, żeby ktoś miał ją założoną poprawnie. Większość osób nie wie nawet do czego ona służy, a kupują ją dlatego, żeby pies nie ciągnął ich na smyczy. Efekt zazwyczaj jest taki, że już na starcie mają spalone jedno narzędzie do korygowania psa, bo ten już się przyzwyczaił, że coś go kłuję w szyję. Co dziwne, z elektryką przychodzi bardzo niewielu, bo mówią, że przecież to straszne tak strzelać w psa prądem (podczas gdy kolczatka jest już w porządku).

Zawsze przed rozpoczęciem szkolenia proszę o wybranie zarówno komendy nagradzającej psa, jak i korygującej. Chodzi o to, żeby pies miał jasno zaznaczone kiedy wykonuje coś tak, jak byśmy sobie tego życzyli, a kiedy zupełnie odwrotnie. U mnie korygujące jest „źle” i mocno sugeruje mojemu psu, że zrobił coś nie tak. W wielu „pozytywnych artykułach” można przeczytać, że najlepszą karą dla psa będzie zabranie mu spodziewanej nagrody, czyli nie wydanie mu smakołyka. Jasne, zgadzam się, że to po 1 co powinniśmy zrobić, jednak czasem trzeba iść o krok dalej. Często zachowanie, które pies przejawia jest dla niego samonagradzjącym. Jak np. pogoń za zwierzyną. Wtedy to, że my nie damy mu smakołyka raczej niewiele zmieni. Przeczytać też można, że praca awersyjna z psem burzy relacje i prowadzi do problemów behawioralnych. Tak, z tym też się zgodzę, ale dodam jeszcze jedno słowo przed tym zdaniem. Otóż NIEUMIEJĘTNA praca awersyjna będzie do tego prowadziła. Dlatego, co zawsze podkreślam – zatrzyj korektę! Po bodźcu negatywnym zawsze powinien wystąpić ten pozytywny, dzięki czemu Wasza relacja się nie zniszczy, a wręcz przeciwnie. Będzie oparta na jasnej komunikacji, która jest najlepszym przyjacielem psa. Kiedy mówię o pracy awersyjnej nie mam na myśli wspomnianego już wcześniej rażenia psa prądem po całości czy podduszanie go na łańcuszku. Ciągle praca ta opiera się na nagradzaniu i pozytywnym wzmocnieniu, jednak dodawane są elementy pracy z bodźcem negatywnym. Praca wyłącznie awersyjna daje szybkie efekty, ale na krótko i zostawia odciśnięte piętno w psychice psa. Dlatego w mojej opinii trzeba znaleźć tu złoty środek.

Warto też zaznaczyć, że to metodę trzeba dobrać do psa, a nie odwrotnie. W mojej pracy zdarzają się psy, które nie mogą mieć awersyjnych bodźców, bo są bardzo delikatne, wycofane czy z trudną przeszłością, lękowe. Bywają psy, które nie wyciągną wniosków z korekty, a wręcz przeciwnie mogą zamknąć się w sobie i mamy po pracy. Ale są i takie, które z elementami pracy awersyjnej radzą sobie doskonale i będą miały dużo lepsze i długotrwałe efekty.

Świat, który nas otacza każdego warunkuje awersyjnie. Przykładów w codziennym życiu można znaleźć mnóstwo. Jedziesz autem, a bardzo spieszysz się na spotkanie a tu nagle „Kontrola prędkości – fotoradar” Wkurza? Wkurza!, Zwalniasz? Zwalniasz! Szef w pracy każe zostać po godzinach, bo inaczej po premii. Wkurza? Wkurza! Zostajesz? Zostajesz! I jasne, ktoś powie, że mogę nie zwolnić, albo nie zostanę w pracy, ale konsekwencje będą.

Weźmy pod lupę tę obrożę elektryczną, bo pewnie wszyscy na to czekają. Mówiąc o niej, mam na myśli dobrą elektrykę, która nie kosztuje 200 zł i jest na niej 5 stopni regulacji, gdzie na 1 już włosy stają dęba. Nie pracuję na takich sprzętach, bo wtedy rzeczywiście mamy w ręce narzędzie zbrodni. Chodzi o OE, która ma kilka minimum kilkadziesiąt stopni regulacji, gdzie czasem na 20 nawet nie czujesz, że jakiś prąd się pojawia. Właśnie taki sprzęt może nam zagwarantować poprawną pracę z psem opartą na nagradzaniu, ale i korygowaniu w punkt. To jest największa zaleta elektryki, ona pozwala na niesamowicie precyzyjną pracę z psem. Jest jak kliker, którym zaznaczasz dobre zachowanie, a później pojawia się smakołyk, dokładnie w ten sam sposób można uwarunkować obrożę elektryczną.

Wspomniany wcześniej kliker jest bardzo powszechnie wychwalany przez wielu instruktorów. Mówi się, że to niezbędne narzędzie do pracy z psem i że pomaga w jasnej komunikacji. Są nawet instruktorzy, którzy twierdzą że nie da się pracować z psem bez klikera. Ja nie pracuję z moim psem na klikerze, bo jest to dla mnie niewygodne, poza tym kliker ma moc tylko w miejscu, w którym się klika. Kilka metrów dalej pies już go nie słyszy, więc ja akurat mam po prostu uwarunkowane „suuuper” albo „brawooo” dokładnie tak jak część uwarunkowane ma klikanie. Jeśli ktoś lubi w ten sposób pracować, to super, ja nie widzę w tym nic złego, ale sama nie stosuję.

Tak naprawdę każde narzędzie, które dostaniemy do ręki, a będziemy używać go nieumiejętnie może nam zaburzyć pracę z psem czy zniszczyć relacje. Czy to będzie źle założona kolczatka, czy elektryka o zbyt dużym natężeniu, czy smakołyki wydawane nie w punkt a nawet źle uwarunkowany kliker. Ale każde narzędzie może nam też pomóc w pracy z psem, jeśli będziemy stosować je poprawnie i z głową.

Co też jest ważne, a nie zaznaczyłam tego wcześniej. Nie proponuję kursantom pracy na kolczatce czy elektryce jeśli wiem, że nie jest to odpowiednia osoba. Mam tutaj na myśli osoby, którym mimo iż wytłumaczę w jaki sposób poprawnie korzystać z danej metody, to nie chcą robić tego w ten sposób i wymyślają, że zrobią to „po swojemu”. To jest dla mnie sygnał i zapala mi się czerwona lampka w głowie i krzyczy „Nie pokazuj!” Nie chcę brać odpowiedzialności za cudzą nieroztropność.

Tak więc jeśli zastanawiacie się nad używaniem w treningu któregoś z narzędzi, które owiane jest złą sławą, a nie macie doświadczenia w tego typu pracy, to nie róbcie tego sami. Wybierzcie instruktora, który pomoże wam podjąć decyzję czy to jest dobra metoda do waszego psa oraz pomoże wam ją mądrze wprowadzić.